Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dwie ściany

Pamiętam, jak w dzieciństwie pierwszy raz ujrzałem Opole, stołeczną osadę Żywicznego Półwyspu. Dach się z dachem zlewał, kącina na kącinie i ludzi mrowie. Cóż za ogrom! Potem wiele razy na targi czy wiece ojciec mnie tam zabierał. Za każdym razem ja byłem starszy, a Opole postrzegałem jako mniejsze i zwyczajniejsze.

Drugi raz tak wielkie wrażenie zrobił na mnie dopiero Hradczyn. Pierwsze skupisko ludzkie na mojej drodze, które można było nazwać grodem. Wał wysoki i potężny, a wewnątrz domostw setki. Domostw nieraz kamiennych i piętrowych. Miedzy domami karczmy i siedziby wielmożów. Nie potrafiłem sobie wówczas wyobrazić niczego, co by Hradczyn mogło z piedestału największego grodu na świecie zrzucić.

A jednak teraz, wraz z innymi współdzikusami usta miałem otwarte, a oczy wybałuszone. Nikt z otaczających mnie przybyszów już nie mówił, choć wcześniej chętnie swoje lęki i nadzieje wywlekali. Otaczał nas jedynie pogardliwy śmiech i drwiny tych, co już miasta zaznali i nieukorzeniwszy się w nim należycie podły, pozbawiony złudzeń i wiary żywot u jego wylotu wiedli.

Kto by jednak urągań słuchał, kiedy taki widok drogę przed nami zamykał. Czy kto oglądał dolinę między łańcuchami postrzępionych wierchów na tysiące kroków szeroką? Taką doliną podążaliśmy. Dolina pięła się coraz stromiej oznajmiając zmęczonym nogom, że się w przełęcz przerodzi lada chwila. Lecz ujrzeć nie było nam jej dane.

Od wschodu do zachodu, od jednej skalistej krawędzi do drugiej dolinę w poprzek przecinała ściana. Prawie jak same góry wysoka. Gładka, bez widocznych uszczerbków, tylko u samego szczytu wycięciami na kształt zębów zdobiona. Strzegła zazdrośnie budowli, których dachy gontem były kryte. Czasem jakaś wieża strzelała wyżek od sąsiednich budowli, a czasem jakaś siedziba wysokością wieżom był równa. Mętlik!

Nie był to jednak koniec oszołomienia. Dalej i wyżej skupisko budowli zamykała druga ściana. Znacznie wyższa i potężniejsza. Za nią budowle jeszcze większe i pyszniejsze, wszystkie niemal czerwoną dachówką kryte. Wszystkie miedzianymi kurami i iglicami zwieńczone. Coż powiedzieć?

Śmiesznie nieważni ze swoimi sprawami się sobie wydaliśmy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później