Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Tłum

Im bliżej upragnionej bramy, tym tłum gęstniał i niespokojniej o swe miejsce w szeregu każdy walczył. Lepszy to sprawdzian z jakiej człowiek gliny niż pole bitwy. Tu się wokół nie strasznych wrogów miało, lecz kobiety, starców i potrzebujących. Jakże słabszego odepchnąć czy ruganiem poniżyć? A jakże się samemu łokciami nie rozpychać, gdy inaczej ku bramie się nijak nie zbliżyć?

- Dajcie przejście posłom! - spróbował przemówić Krokosz niesiony pływami ludzkiej toni.

- A i mnie, księciu, drogę zróbcie! - odpowiedziała z ciżby kpina. Nieprzychylny śmiech gawiedzi wzmógł tylko moc tych chropawych słów.

- Jesteśmy ziarna... - spróbował Pełka, lecz jego słowa utonęły w rosnącym podnieceniu. Im bliżej bramy, w której tylko wąska furta stała otworem, tym gęściej i ciężej. Borówka tylko dzięki opiece moich ramion powietrze w pierś jeszcze chwytała. Sam się resztką sił trzymałem.

- Odejdź! -zasyczał Świetlik, gdy go już ponad miarę jakiś człowiek naciskał.

- Hamuj się! - Gintar przywołał go do porządku. Widać nie pierwszy raz z taką ciasnotą się zmagał.

Ludzie dążąc uparcie ku Grodnicy, bojąc się napaści ogółu uważali, by trzymać rozsierdzenie ściskiem w sobie. Im jednak gęściej zbici, tym złe uczucia w nich goręcej kipiały. Już się czuło, że za chwilę wielkim nieszczęściem wybuchną stłoczone gromady. Już byliśmy gotowi przed tratowaniem rozszalałej masy się bronić, gdy wysokim dźwiękiem na najcieńszej strunie drgającym odezwał się po trzykroć dzwon.

Napór z tyłu zelżał niemal natychmiast. Z ulgą łapaliśmy przesycone potem i gorącem powietrze, które teraz śmielej wlewało się w rzednący tłum.

- Brama dziś już zamknięta - przemówił jakiś głos zza muru. - Przyjdźcie z rana dobrzy ludzie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później