Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Grodzie pod grodem

Płytki sen, raczej z rozsądku niż skłonności ciała wypełnił większość nocy. Co chwilę jednak jakiś odgłos ludzkiej krzątaniny nakazywał otworzyć oczy. To ktoś wstał za potrzebą, to znów bytujący wśród odpadków upadli ludzie myszkowali między przybyszami. Nikt jednak nie ważył się lekceważyć tych dźwięków. Nie wiadomo, kiedy świt przyjdzie, a wraz z nim brama na powrót zacznie gości przepuszczać. Lepiej pilnować swojego miejsca.

Nim jednak ranek zabrał się do budzenia świata, ze snu wyrwały nas niezapowiedziane hałasy. Furta w bramie otworzyła się, lecz nie po to by wpuszczać zdrożonych wędrowców. Gęsiego, żwawym krokiem ze środka wysypywali się strażnicy w półpancerzach. Uzbrojeni w krótkie miecze, bicze i pałki biegli na wyznaczone wcześniej miejsca nie zważając na potrącanych ludzi.

Pierwsza setka, gdy już oddaliła się od bramy na pięćdziesiąt kroków, na rozkaz dowódcy rozdzieliła się. Jeden w lewo, jeden w prawo, jeden w lewo, jeden prawo... Na dany znak rozciągnęli przygotowany wcześniej łańcuch, który całą dolinę przeciął, dzieląc tłum na dwie części.

Przez bramę przeszedł kolejny oddział. Większy. Zbiegł jeszcze niżej i wzorem poprzedników utworzył następny szereg. Zgromadzony wzdłuż dwóch łańcuchów tłum miał, o dziwo, więcej teraz swobody i jego napór nie groził tym z przodu zadeptaniem. Nadto surowe spojrzenia strażników i gotowe do użycia bicze studziły zapędy tych, co chcieliby porządek zburzyć.

- Ktoś - Gintar przypomniał sobie którąś ze szkolnych nauk - dawno już zauważył, że stłoczone ludzkie gromady podobnie jak strumienie wody się zachowują. Wystarczy więc odpowiednio naczynie ukształtować, aby pożądanego kształtu i biegu nabrały. Dla swojego własnego dobra.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później