Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gródź innego rodzaju

Furta w bramie Grodnicy uchyliła się nieco. Kazała się nisko przykurczyć i ręce przy sobie ciasno trzymać. Nie zapraszała, lecz tylko łaskawie zgadzała się, abyśmy przestąpili próg. Za nim, zanurzone w półmroku przejście rozświetlone na dalekim końcu blaskiem i gwarem miasta. Przechodziliśmy chodnikiem wydrążonym w podstawie muru Grodnicy. Tak grubego, że nas najmniej dwadzieścia kroków od otwartych ulic miasta dzieliło. Nie do tej przestrzeni nas jednak prowadzono. Jak wskazał sitowy, skręciliśmy w boczne przejście zakończone przestronną izbą.

Przedsionek był całkiem spory, oświetlony od strony miasta przez duży, zakratowany otwór okienny. Wlewały się przez niego zapachy tak zachęcające, jak odpychające. Uszy drążyły dźwięki budzące tak ciekawość, jak lęk. Wpędzone nagłym porywem, w oczy pchały się płatki pierwszej tej zimy pokaźnej zamieci. I te bielejące, które przyleciały prosto z nieba, i te poszarzałe, co już z miastem do czynienia miały.

Urzędnik siedzący za ciężkim stołem wstał niespiesznie i przymknął przeszklone okiennice. Wrócił na swoje miejsce i czas jakiś milczał badając nasze postacie.

- A was jaki wiatr tu przygnał? - powiedział namyślnie, nie wiadomo czy bardziej do nas czy do siebie. - Czyste wasze dusze czy już skalane dotykiem pogmatwanych spraw?

Spojrzeliśmy po sobie. Jak tu odpowiedzieć? Nam do środka, a nie na dumki...

- Ha! - odezwał się wreszcie w głos widząc nasze rozdrażnienie. - Niecierpliwa młodzież. Przejdźmy zatem do rzeczy. Witajcie w Grodnicy, co strzeże rozwiniętego świata. Jestem tu starszym sitowym, a ci którzy zasłużą i się odważą wołają mnie Chocian. Jak nazywają was?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później