Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Razem!

- A co z nami? - zapytał Borówka wyprzedając Krokosza i Świetlika.

- Was wpuścić nie mam powodu. - Chocian wzruszył ramionami. - Nie jesteście posłami ani obywatelami.

- Zbyt długą drogę razem przebyliśmy - cofnąłem się z progu - żebyśmy się teraz pozwolili rozdzielić. Wchodzimy wszyscy lub nikt!

Chocian może i wzburzyłby się na te zuchwałe słowa, gdyby był innego usposobienia. Potrafił jednak spokojnie sprawy badać. Powiódł wzrokiem po niedostrzegalnej nici biegnącej od mojej stanowczości do niepewności Borówki. Starszy sitowy był dobrym i rozumnym człowiekiem.

- Zobaczymy co da się zrobić - zastanowił się gładząc czarną brodę. - Może uda się znaleźć wam jakieś zajęcie. Na przywileje posłów jednak nie liczcie. Niech pomyślę... Tymczasem - obrócił się do mnie i Pełki - wy już idźcie. Opiekunowie na was czekają.

- Dziękujemy, panie Chocian - odrzekłem pokornie. Urzędnik skinął nieznacznie głową na pożeganie.

- Cóż... - usłyszałem odchodząc. - Od razu widać, że jesteście golce, więc nie ma powodu kupieckiego zacięcia się w was doszukiwać. Będziecie musieli ciężko na prawo pobytu zapracować. Co umiecie? Najpierw ty, Borówko śmiała...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później