Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pod orłanem

Tu się losy świata ważyć miały, a podniecenie, które w mijanych ludziach czuliśmy wcale tych wielkich spraw nie dotykało. W Grodnicy liczył się strój olśniewający i urok zniewalający. Rycerz szalonej odwagi czy mędrzec niezmierzonego rozumu nic by tu nie znaczył bez tytułu, czaru, albo druhów wysokiego stanu. Miłostki, hulanki, towarzyskie błyski i upadki nadawały tu życiu znaczenia. Miasto gnało w swoją stronę tak w pędzie zapamiętane i pyszne, że zawieruchę po świecie hulającą miało za nic.

Nie inaczej powitała nas gospoda "Pod orłanem". Gdy tylko jej drzwi otworzyły się przed nami powietrze buchnęło czystą istotą miasta.

- Ja! - krzyczał poprzez swe przedziwne, wyuzdane dania sławny kucharz. - Ja! - odpowiadali mu smakosze, którzy potrawy te nie dla podniebienia i brzucha, lecz uczestnictwa w celebrze zamawiali.

- Ja! - krzyczały odsłonięte piersi nad wyraz wydatnej piękności, tulącej się do najznaczniejszych na sali gości. - Ja! - Odwzajemniali się błyszczącej rozpustnicy mężowie, nawet jeśli ukradkiem, według swego gustu na inne panny zerkali.

- Ja! - pchał się przed oczy garbaty błazen, próbując wyżebrać nieco uwagi. - Ja! - Ktoś czasem łaskawie kalekę wyśmiał, dając upust miłości własnej.

Kto tu "Ja!" nie krzyczał, tego nie było...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później