Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Zmieszany w mieście

- Gotowy? - zapytałem Pełkę, marznąc na progu naszego mieszkania. Długo kazał na siebie czekać.

- Tak, ruszajmy - odpowiedział nieobecnym głosem. Jego blado-szara twarz skrywała myśli dziwne i odległe.

Jak nam wskazano, ruszyliśmy gwarnymi ulicami Grodnicy na spotkanie Domu Wiedzy. Minęliśmy z prawej kącinę i z lewej Targ Futrzany. Prosto, wśród pracowni miedzianych mistrzów, aż do głównego dziedzińca Otwartej Dzielnicy. Dom Wiedzy już niedaleko, za rogiem.

Wszędzie po drodze mijaliśmy twarze widziane już "Pod orłanem". Tragarze, przekupki, budowlani pomocnicy i gońcy. Tacy ważni się zdawali wczoraj, a dziś... Widać noc inaczej tu ludzi ustawia niż dzień.

Znajome twarze spoglądały na nas i z okien znamienitych kupieckich domów, ale ci - synowie i córki możnych - nie musieli się kalać pracą i wczesnym na nogi zrywaniem. Dzień mozolnie musiał ludzi na przyrodzone miejsca sprowadzać po tym, jak noc szyki mu pomieszała.

- Wiesz - Pełka zdobył sie w końcu na dłuższe zdanie. - Nie czułem się od tych mieszczan gorszy. Ani w rozmowie ani w nauce ani w pieśniach ani w handlu. Dopiero zobaczyłem, że jestem dzikusem w wielkim mieście po dzisiejszej nocy z ciemnowłosą.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później