Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dom Wiedzy

Dom Wiedzy znaleźliśmy bez kłopotów. Już przed nim czekał tłumek podobnych nam przybyszów, po podobnych naszym przejściach. Nieco zagubieni wśród pokus, z ziemistymi twarzami i mieszaniną wstydu z zachwytem w oczach. Kilku zdaje się spotkaliśmy "Pod orłanem". Pozostali pewnie w innych gospodach poznawali czym jest miasto...

- Zapraszamy szanownych posłów! - odezwał się głos zza otwieranych wrót. Doszukiwałem się w tych słowach kpiny, ale chyba szczery szacunek niosły. Po tym jak ostatniej nocy czcigodni posłowie beztrosko się miru pozbywali, należałoby się spodziewać raczej pogardy. Na szczęście dla nas, nieobytych wieśniaków, innymi zasadami oceny się tu kierowano.

Wprowadzono nas do sporej izby, wypełnionej rzędami ław schodzących stopniowo ku środkowemu obniżeniu. Już tam czekało dwóch szacownych nauczycieli. Jeden, z kaptorgi u szyi sądząc żerca, drugi mędrak chyba. Zaczekali, aż pozajmujemy miejsca i oswoiwszy się z salą całą uwagę na nich skupimy. Wtedy odezwał się żerca, niewysoki, starzejący się mężczyzna z zakolami mocno zagłębiającymi się w długie dość, płowe włosy.

- Witajcie - powiedział głosem pewnym, dużo bardziej świadczącym o wewnętrznej sile i poukładaniu niż jego skromne ubranie. - Bogowie sprawili, że w zdrowiu się tu wszyscy zjawiliście. Żywię nadzieję, że i umysły wasze po nocnych naukach już jasne, bo wiele rzeczy, w krótkim bardzo czasie mamy wam do przekazania.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później