Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Układanie

- Nie można było inaczej?

- Po pierwsze - odrzekł Sambor beznamiętnym i pewnym głosem. - Bez więzów strachu, prędzej czy później za łby posłowie z możnymi by się wzięli. Sam widziałeś. Potem byśmy ich przy miodzie pogodzili, ale po wierzchu tylko. W bitwie by jeden drugiemu już nie zaufał. A to jest pewna klęska.

Po drugie: dzięki podstępowi, możni wreszcie na oczy przejrzeli, że wróg nie gdzieś bezpiecznie daleko, ale może i tuż obok przy stole. Bo to prawda! Posłowie także zrozumieli, ze obcy się między nimi kryje. Bo i to nie kłamstwo! Niech się boją!

Po trzecie: każdy z gości tutejszych swoje sprawki ma i ja nie omieszkałem ich przypomnieć. Jeśli by się postarać, każdemu przy tym stole można by zdradę udowodnić! Kiedy to już wiedzą, nic ich wierności wobec Służby nie nadszarpnie.

- ...ale przecież Głowacz ze Świętosławem dopiero co powiedzieli, że strachem się drużyny w kupie nie utrzyma!

- Święte słowa! - przytaknął ochoczo Sambor.- Dlatego też ich na wykłady zaprosiłem. Kiedy się naczelnicy o wspólnych dziejach nasłuchają: o więzach z Ellanami, Romanami i o chwalebnej słowiańœkiej przeszłosci Kraka i Lecha, to w dumę urosną. Strach ich będzie za gardło trzymał, ale im samym wygodniej będzie myśleć, ze to szlachetne umiłowanie ojczyzny i słowiańskiej braci w jedność scala!

Jeśli miałem w tamtej chwili jakieś uczucia wobec Sambora, to bliższe one były odrazy niż podziwu.

- Dlaczego mi o tym mówisz?

- Bo ciebie i twoich ludzi spętać w ten sposób nie można. Nie moja sprawa wyświetlać dlaczego. Są mądrzejsi ode mnie, co nad tym główkują. Mnie kazano tobie szkic sojuszu przedstawić. Uczciwego.

- Wielka to dla mnie radość - odrzekłem radość ani czując ani okazując.

- Służba swoje musi robić i wdzięczność nikt z nas nie wypatruje. - Sambor obojętnie wzruszył ramionami. - Spójrz. Oto przedstawienie.

gdańsk przewodnik słowianie

- Jak już wiesz, nie ma zgody, aby wasze rodziny mogły się przed pożogą schronić w Hobolu czy Zaciszu. Jest jednak prawie równie bezpieczne miejsce. Popatrz na Dolinę Czerwonej. Jeśli się zgodzicie z nami w ramię wojować, kobiety, dzieci i starcy wasi tutaj osiedlić się będą mogli. Zapasów tam dla nich wiele. Z głodu nie pomrą.

- Słowo? - zapytałem niepewny czy wobec tego, co usłyszałem "Słowo" coś jeszcze znaczy.

- Słowo! - powiedział Chocian. Zszedł do nas niepostrzeżenie. Blady i słaby, ale z głosu pewny i przekonująco uczciwy. Słowo jeszcze swojej wagi nie utraciło.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później