Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Świetlik w żywiole

Świetlika szukałem tam, gdzie mi Krokosz poradził. Wśród pracowni, wytwórni i zakładów. Gdzie tylko ktoś wytwarzał żelazo uszlachetnione, gdzie ktoś barwniki szczególnie cenne uzyskiwał. Tam gdzie huczały urządzenia, zębate koła i wały olejem spracowanym lśniące. Gdzie para miechy kowalskie napędzała i gdzie rwącą rzekę młyńskie koła ujarzmiały.

Zawsze go ciągnęło do takich spraw, tyle że ich nad Białą Wodą nie było za wiele i z musu przewodnikiem po cudach przyrody został. Dla mnie szczęście to było, bo mi myśliwskie przysposobienie przyjaciela wiele razy życie ratowało...

- Świetlik! - dostrzegłem go w końcu między ramionami potężnego dźwigu, który zmagał się z jakimś tajemniczym ciężarem.

- Zimowit!

- Ciebie widzę, jak Krokosza wciągnął ten świat nowy... - zagaiłem podejrzewając, że jak młody żerca, tak i ten mędrak mi swego towarzystwa odmówi. - Pewnie i ty zechcesz mnie opuścić.

- Jeśli każesz, pójdę z tobą! Ale masz rację. Dobrze tu wiedzieli za czym każdy z nas goni. Krokosza wzięli między żaków, mnie na pomocnika przy wytwórniach. Prawdę powiem, że gdyby wolny wybór moim był przywilejem, za istotą działania tych urządzeń w życiu bym gonił.

- Zagarnij z tych żelaznych mądrości ile się da - pokiwałem głową, godząc się z utratą i jego towarzystwa. - Przyjdzie czas, że w chwale Słowian je zaprzęgniemy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później