Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nierozstanie

Bogowie szczodrze się zachowali, wyznaczając mi spotkanie z Borówką na późny wieczór. Nim ją jednak odnalazłem, długo błądziłem topniejącymi ulicami Grodnicy za miejscem, gdzie mogłaby się zatrzymać. Raczej nie przy gospodach, gdzie życie bardziej huczne niż przykładne. Nie przy ochronkach i zakonach, gdzie dla dusz żywych mało godnych wyzwań. Przy uczelni Krokosz by ją widywać musiał, a przy wytwórniach ze Świetlikiem by się spotykała. Gdzie więc...?

Mrok nadchodził nieubłaganie. Już tylko uliczne światła, okienne świece i gwiazdy na nieboskłonie w poszukiwaniach mi towarzyszyły. Z czasem tylko wysadzane klejnotami odległych słońc niebo zachowało stan posiadania. Grodnica swoje skarby, latarnia po latarni i ognik po ogniku, traciła na rzecz błogiego snu.

Tylko najwytrwalsi ze swoimi zajęciami w domenę ciemności się wdzierali. Jedno z takich żywych miejsc, szczególnie jak się zdawało zapracowane, zwróciło moją uwagę. Nieopodal skromnej kąciny stała budowla bogatsza od niej tak przestrzenią, jak ochoczą krzątaniną. Ludzkie jęki, chociaż ze słabości nie ubrane w słowa niosły wszelki wołania: pomocy, bólu i ulgi czasem. Lecznica, w sam raz dla mojej przyjaciółki miejsce!

Borówka, a jakże, w samym środku tego zamieszania we wszystkich łańcuchach dobrych ludzi chciała być ogniwem. Uzdrowicielowi jakiemuś wywar sporządziła, choremu w gorączce czoło lodem obłożyła, a i żercy wspólnej modlitwy nad zmarłym nie odmówiła. Z miejsca na miejsce coś ją ciągle gnało...

Zobaczyła mnie, lecz nim się z obowiązków wydobyła, ja już byłem przy niej. Nie witaliśmy się w głos, lecz długie chwile w bliskości staliśmy zanurzeni. Bez ruchu i słowa. Gdy już oddech nasycił się wzajemnością, zwyczajniej potrafiłem na nią spojrzeć.

Włosy spięte byle wygodniej, lico blade, usta czerwieni niemal pozbawione, a w oczach ognie wciąż wprawdzie walczące, lecz dużo słabsze niż kiedyś.

Nie chora była, lecz zmęczona.

- Dlaczego sobie snu odmawiasz?

- Tyle jest sposobów, aby człowiekowi w boleści pomóc, ale za tą mądrością czyny nie idą - mówiła, chociaż same jej oczy, próbujące całe wokół cierpienie ogarnąć, za odpowiedź by wystarczyły. - Bywa, że dziecko umiera pod murem Grodnicy, gdy jeden prosty wywar, jeden zabieg drobny by wystarczył, aby dorosłości doczekało!

Borówka zawsze była szlachetna i skora, ale teraz, na domiar jeszcze, przyrodzony bieg rzeczy w uniesieniu ją trzymał. Coś w niej jednak sprzeciw wobec tego zwyczajnego toku rozbudzało...

- Pójdę z tobą na północ! - postanowiła. - Na nic innego miejsca nie ma póki cały świat się z choroby nie oczyści, a inaczej jak mieczem się go nie wyleczy!

Chociaż bliska jak nikt, zawsze chowała w duszy jakiś wątek dla mnie nieodgadniony. Borówka! Później w noc już słów między nami nie było wcale. Mało też było światła. Za to ciepła, aż do gorąca, coraz więcej i więcej.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później