Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nierozstanie II

Rankiem, nim się zdążyłem dobrze ocknąć, Borówka znów zapłonęła świętym niemal obowiązkiem i pognała do chorych. Nie chciała chwili tracić, póki jeszcze w Grodnicy dobroczynnie czas spędzała.

- Dlaczego ta lecznica przy kącinie posadowiona? - zapytałem, gdy ją w południe wreszcie na chwilę oddechu wyrwałem. - Przy zakładach i wytwórniach przecież lepsze narzędzia do zabiegów by wam dano, a przy uczelni więcej o ludzkim ciele byście się nauczyli...

- Bo człowiek nie zwierzę - odpowiedziała poważnie - które bez namaszczenia pokroić i obadać można ani też przekładnia zębata, którą dowolnie się ustawia, aby po naszej woli pracowała! Wobec życia i jego Twórcy pokorę trzeba mieć, zwłaszcza, jeśli moc rozkładania go na pierwiastki się posiadło!

Daleko zaszli wszyscy troje! Borówka, Świetlik i Krokosz. Przez zaledwie parę dni zmienili się, jakby im przez całe lata mądrości ktoś do głowy kładł nieustannie. A ja ciągle w dzikości ze swym rozumem, wciąż nad Białą Wodą...

- Zimowicie! - wrzasnął nagle ktoś biegnący od strony domu Chociana. - Zaczęło się! Szerszenie się z siedlisk północnych ruszyły!

- WOJNA!!!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później