Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Głowy do ciał

Chociaż wojna rozpaliła niebo nad bardzo dalekimi krajami, w Grodnicy czuło się, że i tego miejsca nie oszczędzi, że nie zostawi w spokoju żadnego zakątka świata. Jej ostateczność wprowadzała ludzkie ciała i duchy w nich siedzące w dziwny stan. Umysły wypełniał przestrach ujęty w ramy posłuszeństwa, obywatelskiego obowiązku i koniecznej jedności.

Każdy gotował się do tych czasów jak umiał i jak mu obowiązek kazał. Chocian na przykład, układał przemowę na Wielki Wiec:

A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na dalsze miejsca. Całe nasze życie państwowe i osobiste przestawiamy na szczególne tory. Weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa...

Mnie, bez słowa wyjaśnienia, dano karą klacz. Drugą, siwą dano Borówce i w towarzystwie innych posłów, którzy mieli pilnie do swych wojsk na północy wrócić pognano ku murom. Dla porządku i krótkiej smyczy Grodnica każdemu z "nierozwiniętych" wmusiła towarzystwo opiekuna.

- Będę twoim przybocznym łącznikiem - powiedział mi w oczy opiekun Lasota wstrzymując na chwilę swego konia.

- Ale tylko łącznikiem! - próbowałem ratować resztki czci.

- Jeśli będziesz roztropnie postępował - odrzekł Lasota twardo, choć bez wrogości.

- Ze wszystkich sił będę się starał być roztropnym - równie twardo oparłem się spojrzeniu opiekuna. - Lecz jeśli dobro Słowian Białej Wody będzie tego wymagało, roztropność pójdzie w kąt. Ruszajmy!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później