Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Już prawie dolina

W czym znaki poranka Lasota dostrzegł, nikt nie wiedział. Niedospani mocno na niego zgrzytaliśmy zębami. Burzliwy wieczór, noc za krótka i teraz, gdy jeszcze ciemno i głucho, do jazdy się zbierać polecił. Opiekuna gnał czas, opiekun nas, a my konie smagaliśmy ostro. Pierwsze promienie kolejnego dnia przywitaliśmy już w galopie.

Droga wiodła ku północy. Przez lewe ramię zaglądała bezkresna rolnicza równina. Z prawej strony coraz częściej przybliżało się koryto sporej rzeki.

- Czerwona - Rogowiec odkrył przed nami jej nazwę.

Podmokła i niedostępna z początku oddzielała się od nas nieprzebytym bagnem. Im bardziej na północ, tym grunt trwalszy, roślinności stałej więcej, a brzegi wyraźniejsze.

- Już prawie na miejscu jesteśmy - dorzucił Rogowiec, który najlepiej to miejsce poznał.

- Przypatrz się, Zimowicie - zagadnął Lasota. - Po drugiej stronie rzeki. To tutaj dla Słowian Białej Wody i innych, których Królowa Os wypędziła, przygotowaliśmy schronienie. Na porządnym, czystym gruncie. Nieszczególnie żyzna to okolica, ale spokojna. Między rzeką Czerwoną i jeziorem Tracz z jednej, a nieprzebytymi górami z drugiej strony. Ten kraj, jak warownia przed wszelkimi zgrajami wasze żony, dzieci i starców ochroni. I nakarmi, bo spichrze pełne ziarna. Tego, co się szczęśliwie nie rozsypało po drodze.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później