Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Tratwy

Późne popołudnie dopiero pozwoliło nam z koni zsiąść. W dość nawet gwarnym, jak na te wojenne czasy miejscu. Osada Tratwy umyślnie dla nas, Słowian Białej Wody została wybudowana. W miejscu dogodnym dla przystani, gdzie żwawy nurt rzeki pozostawił na uboczu spokojną, płytką zatoczkę pobudowano drewniane pomosty i palisady. Na samym brzegu, chaty strażników wyrosły obok z dawna tu stojących schronień flisaków.

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

Na drugim brzegu, już w drodze to zauważyłem, w równych odstępach tysiąca kroków wyrastały porządnie osadzone spichlerze, które otoczone ziemnymi wałami i obronnymi wieżyczkami bardziej przypominały warownie, niż zasobnie dóbr. Najwięcej jednak, jak okiem sięgnąć, było drewnianych bali pływających w wodach rzeki tak gęsto, że nieomal suchą nogą na drugi brzeg by można przejść.

- Jeszcze nie późno, ale pewnie drogę w kościach czujecie - rzekł Lasota, gdy już miejscowym rozkazy wydał. - Dlatego dziś już dalej nie ruszymy.

- My jednak nie będziemy marudzić. - Ochojnik i Gładysz najwyraźniej nie zamierzali odpoczywać. - Nam do borów teraz najwygodniej zachodnią ścieżką, a wy na północ, z nurtem.

- Może racja - zastanowił się Lasota. - Dostaniecie świeże konie, może jeden dzień uda wam się zyskać. I powodzenia, w boju się zobaczymy.

Pożegnawszy się ruszyli, a w ślad za nimi ruszyli ich opiekunowie. My z biwakiem się rozłożyliśmy w miejscu na uboczu, gdzie w pracy ani flisakom ani innym nie zawadzaliśmy.

- Popłyniemy tratwami? - wciąż czekałem, aż północni w pełni odsłonią przede mną swoje zamysły. Nie ufali mi do końca, dało się to odczuć.

- My nigdzie nie płyniemy - uspokoił mnie Lasota. - Ty, Borówka i ja poczekamy, aż Witlicz tu bezdomne ludy przyprowadzi. Wtedy, gdy już wasze rodziny bezpiecznie na drugim brzegu obozy rozbiją, wojsko Białej Wody na pomoc Roli Północnej ruszy. Także spać dziś możecie spokojnie. Ze świtaniem natomiast, nie zwlekając, do swoich drużyn ruszą panowie Smaglec, Rogowiec i Enkidu.

- Coś mi się zdaje, ze pan Enkidu także czekać nie zamierza - odezwał się Rogowiec widząc, jak posiliwszy się w pośpiechu, Enkidu zaczął tratwy przeglądać.

- Drogę do swoich ma z nas najdłuższą - odpowiedział Lasota. - Pewnie też między Słowianami nieswojo się czuje. Pomówię z nim.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później