Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Przyjdą potwory II

- Drapieżniki syte także zaczną się rozmnażać. Przyjdzie zima i dla tak wielkiej ich liczby zacznie, jak to zwykle, brakować pożywienia. Będą z musu pod zagrody podchodzić. Głód je skłoni, żeby strach na bok odsunąć. Niejedno dziecko życiem zapłaci... Ale to jeszcze nic, to zwykłe przecież dzieje, choć okrutne. Wiecie co się jeszcze potem wydarzy?

Kogoś mi ten przykurczony staruszek przypominał. Nie z wyglądu ani z głosu. Gdzie ja go mogłem...

- Za rok, jak teraz, przyjdzie wiosna. Jeśli bogowie łaskawie wojnę odsuną, rolnicy siać zaczną i o obfite zbiory zaczną się modlić. Jak teraz, drzewa i krzewy zaczną o światło słońca zielenią żebrać. Obudzą się pędraki i drobiazg wszelki z ziemi. Ptactwo przyleci, by przyrodzony bieg zdarzeń w gniazdach powtórzyć. Ale co to? Ziemia sponiewierana nawozem okrutnym, bez litości i oddechu z życia okradana, jałowa i śmiercią parująca nie obrodzi. Soków zbyt mało korzenie znajdą, by liście i owoce potem wypuścić. Drobne stworzenia padną. Wielka liczba drapieżników przetrzebi, co się uchowało. Tak zwierzęta, jak ludzi. I pozostanie wygłodniała na suchej, spękanej ziemi. I wiecie co potem nastąpi?

To niemożliwie, żeby to ten sam człowiek...

- Zdarzy się to, co się już na zachodzie zdarzyło - dziad podniósł głos, aby lepiej jego słowa zapamiętano. - Przyroda będzie miała wybór: albo te wszystkie warczące stworzenia zwyklym tokiem na śmierć skazać, albo choć nielicznym dać sposobność ratunku. Za podszeptem Złego podsunie im broń, którą do niedawna tylko człowiek władał. Rozum.

Co to mi się w głowie roi, że ten starzec jeszcze nad Dłużnicą ze mną rozmawiał, potem w Zakolu gościł i w Grodnicy pocieszał? Czy to Przewodnik Starzyk?!

Nikt się z tym dziwnym człowiekiem nie spierał. Wszyscy prości ludzie, tkwili w odrętwieniu, nie znajdując kłamstwa w jego strasznych słowach...

- Ot, zabobony wylazły z dziur zapadłych! - nie wytrzymał jeden z dowódców straży, przysłuchujący się wywodowi starego. Napastliwy śmiech wiernych druhów, którzy mu w kpinie towarzyszyli zawładnął zgromadzeniem. Wsparci porządna budowlą przyrodzonego rozsądku, siłą umysłu sprawnego i mocą zdrowego ciała, wojowie czuli się pewnie. Zapomnieli jednak, że już ich hałaśliwa i bezpieczna Grodnica ze swymi towarzyskimi sieciami nie otacza. Tutaj, na rzadko zaludnionych i wolnych połaciach inne pajęczyny ludzi oplatały.

Już pierwszy chłodny powiew wieczora nadwątlił ich żołnierską butę. Wiatr coś niepokojącego ze sobą niósł od południa. A przecież otuchy stamtąd wypatrywaliśmy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później