Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Idą potwory

- Coś się tu czai w pobliżu - niepokoił się Biedrzeniec. - Trudno to chwycić i zamknąć w słowach. Złem pachnie i złem w nas mierzy.

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

- Królowa Os? - zapytał Witlicz, czujnie wypatrując poczwar na zachodnim skrzydle.

- Nie - żerca zaprzeczył stanowczo. - Jej grzech już poznaję. Ona żądzą płonie i żądzą się kieruje. To ślad zupełnie innej słabości.

- Ludzie Sotni? - podsunął Tasznik, spoglądając na Wyszowy Las, który majaczył na wschodnim widnokręgu.

- Jest między nimi podszept Złego - zastanowił się Biedrzeniec. - Są nieszczęśnicy złem opętani, ale są też dobrzy mieszkańcy o szlachetnych zamiarach. To nie potwory, a zwykli ludzie w niezwykłym potrzasku. Także nie od nich ten niepokój.

- Może więc Gniewosz naszym śladem podąża?

- Żmij to także nie jest. - Biedzeniec zamknął oczy i głęboko wciągnął powietrze. - Jego przecież pycha do świata wezwała. Coś innego się pcha na nas. Nie po prawej i nie po lewej ręce. Także nie za nami. Coś innego...

O dawna wszyscy szli pieszo. Nawet naczelnik Witlicz, Biedrzeniec i Tasznik. Dzikie stworzenia, które zły czas na ziemię powołał, napadały i dźgały Słowian niemiłosiernie. Umierali zwiadowcy ukąszeni przez sługi Gniewosza. Ginęli maruderzy porywani przez żółto-czarne poczwary. Padały i tak nieliczne już konie, toczone straszna chorobą. Znikały ostatnie zapasy dla wszystkich po równo przeznaczone, zabierane przez ludzką słabość i samolubstwo.

Mimo udręczenia pochód szedł na północ. Przed dowódcami i po bokach tłumu zwiadowcy. Za nimi całe zdrożone wojsko i mrowie umęczonych uchodźców. Tylna straż.

Mimo przeciwności pochód ciągle rósł. Witlicz i Biedrzenic wiedli Słowian Białej Wody, wygnańców z Zakola, okruchy Czarnych Ludów i wszystkich, którzy o opiekę w drodze poprosili. Coraz liczniejsza, słabsza i powolniejsza była to zbieranina...

- Nie zdążymy. Zapasów także nie wystarczy.

- Musimy zdążyć!- wycedził Witlicz przez zęby.

- Może trzeba więc ludność przestać oszczędzać i szybciej pognać - Tasznik odważył się na głos powiedzieć, co innym tylko przemknęło. - I tak nie wszyscy dadzą radę. Jeśli ktokolwiek ma przetrwać i schronienie za Czerwoną Rzeką znaleźć...

- Jeśli tak będziemy postępować -sprzeciwił się Witlicz czując, ze wszystkie oczy na nim spoczęły. - nie będzie po co się na północ spieszyć, bo w nas samych Zły zamieszka.

Długo ciszy nikt nie przerywał, aż w końcu, bez zapowiedzi i widocznej przyczyny, niepokój się rozwiał i wszyscy odetchnęli.

Odetchnąłem i ja, nie wiedzieć czemu.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później