Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Przegnany, niepokonany

Wiosna jeszcze się na dobre na Obiecanym Brzegu nie rozgościła, skoro tak zimne wiatry bez przeszkód hulały. Późne popołudnie, nie wieczór jeszcze, a tu poryw lodowaty w chłód obrócił całodzienny trud słońca. Ktoś zadygotał, ktoś inny swoje pociechy mocniej ramieniem otoczył. Jakiś cień spłoszony przemknął od południa. Złowrogi i prądem pełzający, gdy obok ciała się w harcach prześliznął. Znikał zaraz, ale dreszcz i trwogę pozostawiał na długo.

- Zły wiatru dosiadł i w myśliwca się zabawia - kiwał głową starzec pewny swych odczuć. - Nie wskórał nic na południu, więc do nas węszyć przyszedł. Wytrawny to łowca, wie jak polowania prowadzić. Najsłabszą duszę wypatrzeć, od rodziny oddzielić i na potępienie usidlić.

- Tu się nikt słabości nie podda - rzucił ktoś hardo.

- Nie tu, to gdzie indziej się ofiara znajdzie - odrzekł dziad obojętnie. Nikt już tego wątku ciągnąć nie chciał. Cisze przerywało jedynie pracowite ognisko, gorejącym skwierczeniem opierające się martwocie chłodu.

Pogoda chwilę jeszcze trzymała nas spętanych niepewnością, lecz w końcu uśmiechnęła się dobrotliwe. Jeszcze przed nadejściem mroku słońce zdążyło na chwilę wychylić się zza trupiosinych chmur. Nie ogrzało, ale pocieszyło. Wkrótce zastąpił je wieczór. Łagodny, spokojny i rozjaśniony latarnią pełnego miesiąca.

A wiatr?

Pognał wciąż nienasycony za północny widnokrąg. Tam więcej jego zimowych towarzyszy jeszcze nie ustępowało. Lód, śnieg i zawieje wiele mroźnych twierdz trzymały pewnie. Wojsk coraz bardziej sobie wzajem nienawistnych więcej i więcej się tam zbierało. A dusz słabych, wsparcia przyjaznych sióstr i braci pozbawionych, między nimi mrowie.

Będzie Zły ucztował...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później