Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Szela Niezłomny

Szela miał wokół wszystko, co najlepsze. Najpiękniejsze dziewczęta, najzdolniejszych pieśniarzy i mądrych doradców. Smakował najlepszych miodów i najwyborniejszych mięs, a jego samotnym ucztom przyglądały się zamknięte w złotych ramach przedstawienia przodków malowane najsławniejszymi pędzlami. Nie żałował płacidła na dzieła ellańskich rzeźbiarzy ani na romańskie ścienne układanki. Wszystko musiało być pierwszego stanu...

- ...nie dla siebie to robię! - pomyślał ukłuty nagłym wyrzutem. - Dla nich to wszystko przecież! Najwybitniejsze, co człowiek stworzył będzie promieniować na cały potężny kraj Roli, gdy się już na niepodległość wybije. Własne miasta będzie Rola karmić, nie cudze, a w nich te wspaniałości będą cieszyć oczy i dusze. Dość już wysługiwania się obcym, obojętnie: Popiołcom czy panom z Zacisza!

Pośród gęstej, syczącej w nagłym rozprzężeniu gorącej pary do Szeli zbliżyła się niepozorna postać. Gniewko. Ulubiony z pieśniarzy i dziejopisów przygarniętych przez naczelnika powstania. Śpiewak uznał widać, że czas się panu przypodobać. W swym niezwykłym, mieniącym się wszelkimi odcieniami błyszczącej miedzi pysznym stroju głęboko się przed Szelą ukłonił. Zawsze umiał się u jego nóg wić i w łaski pańskie wkradać.

- Dzięki ci panie, że swoją wolą uczynisz mnie nieśmiertelnym - jeszcze raz głęboko pokłonił się Gniewko, wśród nieustającego syczenia. - Mówią, że jeśli pisarz wielce zdolny, z byle władcy i narodu w wierszu wielkość wydobędzie. Tymczasem zupełnie inaczej się sprawy mają. Przy tobie i twoich wielkich zamiarach nawet ja, marny śpiewak i lichy gawędziarz dostąpię sławy. Bo nie sposób tej chwały i potęgi myśli nie wysławiać!

- Dobrze piszesz, dlatego tu jesteś, nie aby mi sadłem rozgrzanym duszę smarować! - zrugał pochlebcę Szela rozeźlony już ciągłymi podchodami poddanych. Przecież to dla nich wszystko, a oni tylko o sobie... Spojrzał w dno pustego już prawie dzbana z dębniakiem i wybuchł. - Do swej roboty się bierz, jeśli chcesz miejsce przy mnie zachować!

Gniewko wycofał się i ukłonił, aż chyba nazbyt nisko. Na poczekaniu składanymi wierszem i piosenką zaczął opiewać, co od niego Szela oczekiwał: wielkość narodu i kraju Roli Północnej.

- Na chwilę nie można czujności tracić! - Szela wbijał sobie w głowę przytomne myśli i zapijał miodem. - Pilnować ludzkich wad i pielęgnować zalety. Do nikogo się plecami nie odwracać, jeśli lud ma dostać, co należne. Nikomu nie ufać i samemu o wszystkim myśleć. Trudny los. Cóż więc, że sobie czasem pozwolę na lepszy trunek, albo ubiór na stan szyty? Ja jeden jestem, Rola nawet nie odczuje tego, a wie przynajmniej, że to ich dążenia obnoszę...

Najbliższa ze służek, nieprzesadnie odziana w żółto-czarny strój błyszczący od najczystszych kamieni, z namaszczeniem starła z jego czoła strużkę skroplonej pary. Otarła też inne z miejsc, gdzie wódz tylko jej sięgać pozwalał.

- Każda ziemia musi mieć pana - Wespula nie ustawała w namiętności. - To zwykła kolej, że pan, co najokazalsze dostaje. Jak inaczej poddani poznaliby, że panem jest? Nie wymawiaj sobie panie zbytków. Będąc władcą musisz nosić się jak władca. To twój obowiązek nawet! Jedz jak władca, myśl jak władca i pożądaj jak władca! Po to zostałeś stworzony!

I ta wciąż swych sztuczek próbowała... Kolejny łyk...

Na widok Wespuli, bez wyjątku wzdychali wszyscy wodzowie zajmujący zewnętrzne rzędy. Każdy z radością oddałby się jej we władanie, tylko nie Szela. Uparty i szczelnie na jej uroki zamknięty. Pozwalał sobie czasem jej wdzięków zakosztować, ale do swych myśli nigdy, nigdy jej dopuszczał.

- Panowie z Zacisza i Hobola myślą pewnie, że jestem na usługach Szerszeni. Szerszenie mają mnie za kukiełkę panów - śmiał się podejrzewając, że i Wespulę tu skierował ktoś sprytny. - W głowach im się nie mieści, że w słowiańskiej dziedzinie może się narodzić myśl wolna i twórcza.

- Władcy świata mogą się tylko pokłonić przed twą przenikliwością, panie naczelniku - powiedział stary Lech, prawdziwie oddany, dzielący jego marzenia doradca. Bez przekonania to powiedział, bo myślał coś zupełnie innego. Powiedział to, bo rozumiał, że niczego poza bezwzględnym posłuszeństwem Szela nie oczekuje i nie przyjmie. Wszystkich wokół na odległość trzymał. I tych, co się wkraść w łaski chcieli, i tych, co oszukać go zamierzali, ale też przyjaciół, którzy pragnęli mu szczerą mądrość ofiarować.

- Zmienię ten kraj! - zawzięty Szela utwierdził się w dawnym postanowieniu. Otrząsnął się ostatecznie z objęć żołto-czarnego pożądania, przymilnych dźwięków pysznej pieśni, z wyrachowanej wierności wodzów i własnych natarczywych zgryzot. - Dajcie miodu i wyjdźcie stąd wszyscy!

- W pojedynkę możesz zmieniać rozkład łapek po kieszeniach - zakpił w myślach Lech i opuścił rozgrzaną banię. Bo co mógł zrobić?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później