Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dwa i dwa to cztery

Z początku badali się tylko. I chłopi i Szerszenie długą bronią próbowali się dosięgnąć, nie odstępując jednak nadto każdy swej strony drogi. Co i rusz we wroga albo kamień poleciał, albo też kosa błysnęła, lecz zaraz się cofała, by w tłumie sobie przyjaznych zniknąć. Tylko obelgi bez przeszkód i ograniczeń miotały się między szeregami przeciwników. Po obu stronach najbardziej w nich celowali ci, którzy się tyłów lubili trzymać. Zawsze tak było, jest i będzie.

Wreszcie sam Szela czując, że chwila jemu sprzyja wyszedł przed tłum swoich. Drwiąc ze śmierci wyciągnął ku górze swój błyszczący jeszcze nowością długi miecz, jakby objaśniał braciom do czego broń służy. Wybrał najbliższego z wrogich pieszych, Kamieniarza jakiegoś i śmiałym wypadem dźgnął porządnie. Nawet się tamten zasłonić nie zdążył. Ostrze bez przeszkód zagłębiło się w niechronione ciało pod żelaznymi płytami napierśnika. Głęboko raniony Kamieniarz padł na kolana oniemiały w próżnym wołaniu i z oczami w słup dziecinnie pytającymi:

- To już? Ta ja też umrę?! Przecież jeszcze nie zdążyłem...

Szela śmiało pokonując pierwszego z wrogów dał piękny przykład swym wojom, lecz sam o mało już na początku starcia wojska głowy pozbawił. Towarzysze zabitego zbyt bliski i łatwy cel mieli teraz przed sobą, aby nie spróbować. Miecze i kiścienie wystrzeliły w jego stronę, o mało nie dosięgając naczelnika. Ledwo uskoczył. Widząc, że wódz Słowian połnocnej Roli w niebezpieczeństwie chłopi rzucil się go wspomóc.

I tak Szela pociągnął za sobą lawinę potyczek, które jednak pozbawione mądrego kierowania nie zlewały się w bitwę, którą mogliby sławić wojskowi dowódcy po uczelniach. W bezładnej jatce niemałym bohaterstwem się żołnierze pospolitego ruszenia wsławili. Walczyli zajadle, na krok nie ustępując, chyba że śmiertelna rana na ziemię ich rzucała. Za Rolę, którą kochali i za Szelę, który ojczyznę uosabiał.

Oddanie sprawie przeciw jak skała twardym tarczom, wiara naprzeciw zbrojom żelaznym, zapał przeciw wyuczonym i karnym szeregom. Chociaż sierpy do żyta były lepsze, to boleśnie potrafiły smagać Kamieniarzy po goleniach. Mimo, że kosy łanom były przeznaczone, to niejedne trzewia otworzyły, treść na wierzch wywlekając. Zwykłe noże, kije w rosochę i siekiery także krwi Szerszeniom napsuły. Jeśli któryś włościanin miecz trzymał w niećwiczonych rękach, zapałem braki w sztuce nadrabiał i nieraz rycerza wrogiego do odwrotu zmuszał.

Wielką odwagą błysnęli chłopi z Roli Północnej. Zdziałali więcej, niżby się ktokolwiek mógł spodziewać po niewprawnych włościanach, którzy naprzeciw potędze wojska ukształtowanego stają. Aż wśród samych Szerszeni niedowierzanie zabłysło. Pospolite ruszenie Roli Północnej dało dowód, że bohaterstwo, wiara niezłomna i poświęcenie skrzydeł dodają, lecz...

... dwa i dwa to zawsze cztery,

nigdy nie chce być inaczej. Żołnierze Szeli zabili dwunastu Popiołców i pięciu Kamieniarzy. Setkę ciężko ranili. O tyle zdołali siły wroga nadwątlić, póki jeszcze komu było walczyć. Naczelnik Szela z dziesięciu tysięcy mężnych włościan zgubił w tym starciu dziewięć i pół tysiąca.

Gęsty dywan wirem walki z ich ciał utkany szczelnie okrywał podejście do twierdzy. Czego wrony nie wydziobią, czego zdziczałe psy nie rozszarpią, zasili plony przyszłych pokoleń. I mówiąc prawdę, szczęście to dla tej rzeszy poległych. Garstce chłopów, co się ciągle życia trzymała straszny los zapowiedziano.

Już chmary Szerszeni, dobrze w potężnym Śnieżniku umoszczone, na przedstawienie się szykowały.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później