Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Kto chce potworów?

Gładysz jeszcze nie wiedział. Ile sił w nogach pędził na pomoc pospolitemu ruszeniu. Od kiedy posłańcy Szeli przynieśli rozpaczliwe wołanie, nie pozwalał sobie na chwilę wytchnienia. Krok za krokiem w bezlitosnym pochodzie pod górę i szaleńczym biegiem, gdy droga wypadała z góry. Bez wytchnienia, posiłku i snu. W górę i w dół, w górę i w dół, w górę...

- O bogowie! - Gładysz niemal padł na kolana uderzony widokiem rozciągającym się ze wzniesienia.




Ciemność nie pozwalała iść dalej zboczem, zmuszając pięć tysięcy wojów Doliny Pszenicznej, żeby stanęli biwakiem w ruinach dawnej warowni, której ani pana ani nawet nazwy nikt już nie pamiętał. Nie zamierzali czekać dłużej niż to konieczne. Gdy opadły mroki nocy, już się zbierali do pochodu. Gdy jednak poranne mgły się rozwiały, przygotowania bezsilnie zarzucili. Niemi i nieruchomi wpatrywali się w północny widnokrąg.

- Skąd tu las nagle, pośrodku Roli? - zapytał któryś wojownik. - Nigdy tu lasu nie było...

- Te drzewa też dziwne jakieś... - dodał inny.

- Matko najmilsza! - wyszeptał rażony zrozumieniem Smaglec.




Zmęczenie trudami wędrówki dało się mocno we znaki żołnierzom Sarniego Boru. Byli już u progu buntu, gdy pędzący im naprzeciw człowiek zatrzymał pochód. Wyczerpani wojowie powitali krótką chwilę wytchnienia z wdzięcznością i nadzieją. Próżną nadzieją! Wieści, które z północy przyszły spokoju nie wróżyły...

- Sprawa stracona! - opowiadał zwiadowca, posłany zbadać stan rzeczy u stóp Śnieżnika. - Już twierdza przez Szerszenie obsadzona!

- Biada!

- Bardziej jeszcze gorzkie wieści mam dla was - ciągnął wysłannik, przywołując obrazy przyniesione w pamięci. - Całe podnóże twierdzy usiane jest ciałami naszych braci! Tysiące ich grubą warstwą ściele się pod murami. Szerszenie nad nimi tańczą w pijanym opętaniu i trupy bezczeszczą! Nie ma tam mądrego, kto by chciał i umiał te piekielne obrzędy powstrzymać...

- Biada nam!

- Jeszcze i to nie najgorsze. Widziałem, że część chłopów, sam Szela także, starcie przetrwała.

Zwiadowca przełknął ślinę i bardzo długo milczał. Powstrzymując rwące wnętrzności opisał los ocalałych z bitwy, a gdy opowiadał twarze słuchaczy bielały.

- Biada nam wszystkim! - głos Ochojnika przedarł się drżący przez suche gardło, kiedy zwiadowca opowiedział już wszystko.




Każdy zakamarek mózgu krzyczał Rogowcowi, żeby opowieść przerwać. Oczy każdego z wojów Jeziora Tracz błagały swego wodza, aby rozkazał świadkowi usta zatkać, kijami go obić, albo i zabić, byle przestał złe słowa sączyć. Rogowiec nie zrobił tego jednak, a gorzki obraz okrucieństwa o nieznanym dotąd wymiarze rozlewał się po duszach żołnierzy. Gorsze to zatrucie nawet, niż cierpienia ciała, których było zapowiedzią...

- Z początku myślałem: zagajnik w bitwie okaleczony - opowiadał świadek, który okropności zobaczył i uciekł na południe. - Coś mi jednak mówiło, że drzewa przecież okorowane się nie rodzą! Po złamanych gałęziach zostają przy węzłach rany zalane żywicą, a po młodych liściach też jakiś ślad by się uchował. Dopiero, gdy w górę oczy uniosłem...

Przerwał i napił się kwasu chlebowego, by dać strunom odpocząć. Pił powoli, ale nikt go nie poganiał. Ani jemu niespieszno było opowiadać o zgrozie, którą oglądał ani zgromadzonym o niej słuchać. W końcu jednak przyszedł czas, gdy trzeba było po męsku z prawdą się zmierzyć.

- Nim jeszcze dostrzegłem trwożne obrazy w koronach na ziemię sprowadziły mnie jęki, jakich dotąd nie słyszałem. Żona w pierwszym połogu, gospodarz piłą rozharatany i dziecko haniebnie uderzone - wszyscy razem takiego krzyku by z siebie nie wydali. To krzyknął jeniec w powrozach na ziemi ułożony i rozciągnięty tak, że wyprostowane ręce miał związane nad głową, a nogi rozciągnięte i szeroko rozstawione.

- Przestań, nie mów dalej...

- Siekierą z całej siły rozrąbany... - świadek coraz bardziej walczył z łamiącym się głosem. - "Napoczęty", jak obśmiewali straszną chwilę kaci Szerszeni. Potem zaostrzony słup w to miejsce...

- Zamilknij!

- Gdy już się dobrze słup w ciele schował, podnosili go z nieszczęśnikiem nadzianym na górze. I następny po nim, i następny... Tak wszystkich jeńców na cierpienie wystawili...

Rogowiec, jako człowiek światły rozumiał, że przyjdą jeszcze wielkie bitwy, może śmierć i wojenne rany, może całe miasta legną w gruzach i całe kraje zatoną w popiołach. Jednak najgorsze, co się stać mogło już się stało.

- Ukryjcie wszyscy twarze w dłoniach, jeśli macie się za ludzi. Powieki niech wam zwilgotnieją, a szczere łzy niech zaleją policzki. Już się Zło w tej postaci nie wycofa ze świata. Nawet jeśli wasz dom - pokojem otulony - szczęściem pykać będzie z komina, pamiętajcie: gdy śpicie, śmiejecie się czy niewieścimi wdziękami cieszycie, ktoś inny, w innym miejscu, lecz w tym samym czasie cierpieć będzie ponad wyobrażenie. Ktoś inny, też człowiek przecież, ten ból mu z radością będzie zadawał. I już nigdy nie wolno będzie powiedzieć: nie moja to rzecz, bo sumienie spokoju nie da!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później