Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czterej wodzowie

Sieroty po Szeli, już świadome swego losu, zapełniały drogi wiodące na południe. Starcy, kobiety, dzieci i ci, którzy nie odważyli się pójść na pewną, bezzasadną śmierć. Najwięcej ich szło prostą drogą tuż obok wojsk Ochojnika.

- Też ich z pięć tysięcy będzie - przyglądał się uchodźcom wódz Sarniego Boru. - Na ciężką dolę swój lud Szela skazał. Chociaż sam gorszego losu zaznał.

Wszyscy wokół skrzywili się na samo wspomnienie strasznej opowieści.

- Gdybyśmy poszli teraz na północ, to samo by nas spotkało - rozsądnie zauważył opiekun.

- Tak, jeśli nie pójdziemy zachowamy życie. - Ochojnik nie chciał za bardzo słuchać "przyjaciela", którego mu Grodnica narzuciła. - Przez jakiś czas przynajmniej. Cześć za to stracimy od razu i na zawsze!

- Wszystko czego teraz pragniesz to godna śmierć? - odrzekł na to zaczepnie opiekun.

Ochojnik wadziłby się dalej, gdyby wśród tłumu uciekinierów nie zobaczył zielonych oczu. Jasnego lica i rudych włosów. Wysokiej i smukłej postaci, która mu posłała spojrzenie.

- Mało to szlachetne, ale nie wszystko - zadrwił Ochojnik, świadomy swej małości. - Drużyna! Zawracać za Bystrą!




- Powinniśmy jednak pójść na północ... - Smaglec nie dawał się przekonać mimo długich i gorących namów opiekuna. - Stanąć przeciw Szerszeniom i pomścić naszych braci! Choćby z zasadzki, po zastępie ich wyłuskiwać...

- Gdyby tylko teren sprzyjał, całym sercem bym cię poparł - nie ustępował wysłannik Grodnicy. - Spowolniło by to ich pochód znacznie, siły musieliby bardziej rozproszyć... Dobrze jednak znasz Rolę. Tu nie ma bagien, gór ani lasów. Tylko bezkresna rolnicza równina. Nie ma tu miejsca na wojnę podjazdową!

- Trzeba jednak pomścić pospolite ruszenie! - wódz Doliny Pszenicznej podniósł głos. - Czy wiesz ilu naszych braci, siostrzeńców, pociotków i przyjaciół tam odartych z czci zginęło w mękach?!

- Jeśli każesz wycofać się za Bystrą - opiekun odpowiedział odważnym spojrzeniem - obiecuję ci, że jeszcze będziesz miał sposobność nie tylko wróżdy, ale może i ostatecznego zwycięstwa.

- Zwycięstwa? Kpisz ze mnie?! - wycedził wzburzony Smaglec. - Wiesz dobrze, przecież sami uczeni z Grodnicy jasno to nam wyłożyli, że z utratą Śnieżnika i nadzieja na zwycięstwo zgasła. Chcesz mi teraz wmówić, że nie wszystko jeszcze stracone? Dlaczego miałbym ufać opiekunowi z Grodnicy?

- Nie ufaj zatem, jeśli wątpisz w moją dobra wolę. Zawierz swojemu rozsądkowi.

Smaglec, wiodący pięć tysięcy wojów Doliny Pszenicznej rozważył wszystko uczciwie i zawierzył. Dał znak do odwrotu.




- Wiem, wiem. - smutno kiwał głową Gładysz. - Wiem, że należałoby się wycofać, by w spokoju siły pozbierać i zamiary na nowo przemyśleć. Nie wiesz jednak wszystkiego, opiekunie.

- Co chcesz powiedzieć?

- Gdy wyszliśmy z Jarskich Borów, zrobiliśmy to ze świadomością, że już nas las nie zechce z powrotem. Miały inne ludy swoje poczwary: gniewosza i żółto czarną osę, mamy i my klęskę w domu, tyle, że nie tak okazałe kształty przyjęła. Nazywa się szrotówek. Niby śmieszne. Stworzonko małe, lecz gdy się rozpleni bez opamiętania... Opiekunie! Jarskich Borów, jakie opuściliśmy już nie ma i wracać nie mamy dokąd!

- Bierzcie więc wojów, bierzcie rodziny i uchodźcie za Bystrą! Tam się jeszcze raz Szerszeniom przeciwstawimy. Mądrzej i skuteczniej.




- Chcecie, abyśmy się wszyscy wycofali za Bystrą? - Rogowiec, poseł i wódz Jeziora Tracz gnębił opiekuna coraz nowymi pytaniami, a łgarstwa nie dopuszczał.

- Tak - odrzekł pokornie opiekun.

- Mamy zostawić nasze domy na pastwę Szerszeni, aby siły zebrać za rzeką?

- Tak, panie.

- Po to, aby rozwiniętym krainom Hobola i Zacisza tyły zabezpieczyć?

- To prawda.

- Z nikłą tylko mgiełką nadziei, że cokolwiek w naszych krainach da się przed szaleństwem Szerszeni uratować mamy pochód obcych własnymi ciałami spowalniać?

- Tak, przyznaję. Zamiast szlachetności i braterstwa, rozwinięte krainy obdarowują was chłodnymi obliczeniami - przytaknął świadomy okropności swoich słów opiekun. - Tym łatwiej w tych obliczeniach dostrzeżesz, że nic poza odwrotem zrobić nie można, jeśli chociaż tę mgiełkę chcecie zachować. Bo chociaż to mgiełka, to istnieje naprawdę.

- Może się zdarzyć kiedyś, że my dla was też tylko zimne obliczenia będziemy mieli... Drużynowi! Zawracać za Bystrą!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później