Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Co się da

Chocian wszystkie strzępki wojennych wieści chciwie gromadził w swej tajnej siedzibie. Skromna chata nie wyróżniała się niczym poza wzmocnionymi strażami oraz mrowiem przyjeżdżających i wyjeżdżających posłańców. Posadowiona gdzieś daleko od morza walk, daleko od buntujących się poczwar i od watah zdziczałych żołnierzy, którzy odmówili karności. Chocian w bezpiecznej odległości od wszelkich ciekawskich uszu Grodnicy ślęczał nad przedstawieniem pola Potrzeby Północnej.

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

- Śnieżnik obsadzili - mruczał bardziej do siebie niż do stojącego obok Sambora. - Jeszcze nie wiemy dobrze czy Kamieniarze czy Popiołcy w murach siedzą. Jeśli zostawili tam pełną załogę, trzydzieści tysięcy. Dziesięć tysięcy posłali na wschód, ale nie sądzę, żeby myśleli zdobywać warownię Mohai. Nie takimi siłami. Raczej będą chcieli tylko związać wojska ludu Edian.

- Na zachód też posłali drużynę... Czy to znaczy, że wiedzą?

- Nie sądzę, nawet my przecież nie wiemy - Chocian znacząco uniósł brew. - Myślę, że po prostu zabezpieczają skrzydła. Tak czy inaczej Hodo i Gero wiodą na południe sto trzydzieści tysięcy wojska.

- ...a przeciw nim dwadzieścia pięć tysięcy ludzi Rogowca, Ochojnika, Smaglca i Gładysza. Łatwo zgadnąć, że bitwa skończy się tak samo, jak pod Śnieżnikiem.

- Nie dwadzieścia pięć, lecz pięćdziesiąt pięć tysięcy. Pamiętaj o Słowianach Białej Wody.

- Jeśli zdążą...

- Zdążą. A jest ponadto nasza nadzieja za Wielką Zawoją.

- Jest naprawdę?

- Jest... ale masz rację. Mimo tych posiłków siły Szerszeni najpewniej pokonają Słowian nierozwiniętych krajów. Zyskamy tylko trochę czasu.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później