Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Flisacy

Gdzieś na południu, chłonąc światło, wodę i soki ziemi, drzewa wzbierały w obwodzie, aż drwal uznał, że już czas. Ścięte, pozbawione konarów i okorowane trafiały wprost między wody Czerwonej, gdzie w drodze na północ poddawały się bez szemrania każdemu zawirowaniu rzecznego prądu. Płynęły bezwolnie, obijając się o swe coraz liczniejsze towarzystwo, aż osiągnęły szeroko rozlewające się wody Obiecanego Brzegu. Tu, związywane przez flisaków w tratwy, albo kształtowane w komięgi dalej miały służyć rozumnym ludziom jako narzędzie podróży, albo jako przewoźnicy korców zbóż. Gdy dotrą do jeziora Tracz, posłużą jeszcze jako budulec, albo paliwo w chłodne dni i los ich się w ten sposób zakończy. I tak pokolenie za pokoleniem.

- Dość już mam tego siedzenia! - nie wytrzymałem przyglądając się codziennej krzątaninie Obiecanego Brzegu. - Na północy walczą, ma południu walczą, a tu tylko siedzieć i czekać!

- Tak ci pilno, Zimowicie, w jatce się zanurzyć? - zapytał mnie opiekun Lasota.

- Nie o jatkę chodzi, wiesz przecież! - odrzekłem wciąż podenerwowany. Nikt nie lubi, gdy go jak dziecko traktować. - Sam chcę Losem kierować, a nie jak te bale...

- Już niedługo dotrą tu twoi krajanie - odrzekł z przekonaniem Lasota. - Ruszycie wtedy z nimi na północ i będziecie robić żelazem, aż zatęsknisz za spokojnym oddechem. Jeśli jednak myślisz, że trzymając miecz zamiast radła nad Dolą zapanujesz, mylisz się grubo.

- Skoro taki mądry jesteś, powiedz czy wszyscy jesteśmy bezwolni? Czy jednak są ludzie, którym dano łaskę kierowania losem?

- Oczywiście, że są - odpowiedział, patrząc jak się tratwy związuje powrozami. - Tacy, jak ci wokół właśnie. Drwale, kupcy i flisacy. Czyli Służba.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później