Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Już od dawna

Klucząc między kłótniami udało nam się wreszcie odnaleźć skrawek czasu i przestrzeni przychylnych spokojnej rozmowie. Tylko krótko uścisnęliśmy się z Tasznikiem na powitanie.

- Nieskładnie radować się teraz ze spotkania, sam widzisz.

Szaleństwo wzajemnych oskarżeń, podstępnych ciosów i gwałtów przeciw wszystkim świętościom kwitło wokół w najlepsze. A cały ten zgiełk pod pięknym błękitnym niebem. Słońce pierwszy raz tego roku częstowało naprawdę wielkim gorącem. Może to z upału ludziom się w głowach pomieszało?

- To z głodu - wyjaśnił Tasznik. - Ze strachu. Z rozpaczy. Czart wie z czego jeszcze. Nie było w drodze zmory, która by się, kulawa, do naszego pochodu nie przyłączyła. Jakby się świat cały zawziął.

- Na przekór wielu zamierzeniom ku północy podążamy...

- Wiem - przytaknął przyjaciel. - Pierwsze kłopoty dopadły nas, jeszcze gdyśmy zbierali się do drogi przez ziemie Czarnych Ludów. Wtedy ludzie z Zakola za twoim wstawiennictwem nas poratowali zasobami. Na długo to jednak nie wystarczyło. Po tej stronie gór doświadczyliśmy i żądeł Królowej Os i napaści zwykłych zbójów. Może i nasłanych, kto wie. Coraz więcej uchodźców pod nasze skrzydła się garnęło. Znów pusto się na wozach zrobiło...

Tasznik opowiadał, a myślami cały czas był wśród zwaśnionego tłumu. Nieustannie szukał sposobu, jak opanować szaleństwo rozlane po całym narodzie. Bezskutecznie.

- Zginęło wielu Słowian, ale duch w nas był silny, aż do chwili... Nie mam dowodów ani pewności, ale czuję, że i obce podszepty się do wybuchu dołożyły. Gdybym tylko wiedział, czyja zła wola się za tym kryje...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później