Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Już od dawna II

- Trafiliśmy w miejsce pełne gnijącego zboża i porzuconych zasobów - opowiadał Tasznik.

- Rozrzucone Ziarna, też tamtędy przechodziliśmy.

- Wtedy się zaczęło na dobre. Ostrzegali mnie podwładni, ze się lud gotuje i burzyć zaczyna. Wszystko co udało się z tych odnalezionych resztek odzyskać, kazaliśmy do wspólnych zasobów dołączyć, żeby nie było szeptania. Niestety i te zasoby nic nie dały. Jadła coraz bardziej brakowało. Zaczęły się pokątne wieści rozchodzić: że Rębajcy, że ci z Zakola... Każdy sąsiada podejrzewał, że przed innymi jedzenie ukrywa. A przecież u każdego jak nie dzieci, to chorowici starcy... Jak mogłem starałem się to gasić, ale gorączka tylko rosła. Teraz sam widzisz. Jestem bezradny. Obcych szpiegów łapać, wywiad prowadzić, ale to...

- Marnie to wygląda - udzielił mi się nastrój Tasznika. - Może jednak ci ze Służby mają rację, że bez Porządku nic się nie wskóra...

- O czym mówisz?

- O nich! - krzyknąłem nagle, gdy dostrzegłem spory oddział Służby ciągnący za Lasotą od strony Tratw. - Taszniku! Uprzedź swoich ludzi! Ci jeźdźcy to nie wrogowie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później