Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Stracone?

Krąg wojów stał niewzruszony wokół Witlicza. Wojsko posłuszne ojcu, niepodatne na podszepty i słabości człowieka. To jedno, czego mogliśmy być pewni, bo wokół już inne niż wierność i dawny zwyczaj zasady się wdzierały. Tokiem wypadków, którego za nic nie potrafiliśmy pojąć rozpadły się dawne więzy. Sprytny Lasota, widać dobrze na taki obrót spraw przygotowany, stare zastępował nowym. Teraz jego prawo zakryje dorobek naszych pokoleń.

- Stracone... - powiedział Tasznik, choć w jego głosie nie słychać było załamania, a jedynie chłodną ocenę wypadków.

Lasota od dłuższego czasu naradzał się z ojcem. Spokojnie ta rozmowa przebiegała, co poczytywałem za dobry zwiastun.

- Wiem co będzie - Tasznik mówił chyba sam do siebie. - Nasze rodziny Służba weźmie pod "opiekę" na Obiecanym Brzegu. Nas wyślą bić się z Szerszeniami. Jeśli uda się nam obronić Rolę, wrócimy do innego świata. Już się nasi krewni nauczą, jak po ścieżkach nowego prawa podążać.

- Co złego jest w prawie? - zapytałem ciekawy jego spojrzenia.

- Nic - odrzekł. - Nasz zwyczaj, to także przecież prawo. Niepisane, nawet często niewypowiedziane, ale nasze. A tu przyjdzie się do przepisów wynikłych z obcego zwyczaju stosować. Zatracimy się...

- Przecież ludzie z Hobola i Zacisza to także Słowianie!

- Tak i nie mam ich za wrogów. A jednak czuję, że nas coś różni. Ty nie?

- Może - zastanowiłem się - ale czasu trzeba, żeby z tych przeczuć myśli i słowa się wykluły. Zobaczymy dokąd nas bogowie zaprowadzą.

- Zobaczymy. Tymczasem idź do Witlicza, zdaje się, że cię woła.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później