Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Świętość w tobołkach

Wieczór powinien był upłynąć wśród przyjaznej uczty. Tyle miłych twarzy, tyle osób przychylnych i rodzina nade wszystko. A jednak krótki i mocny uścisk z matką, siostrami i przyjaciółmi musiał wystarczyć. Próżno wyglądać nawet świtu dnia, w którym spokojnie usiądziemy razem, starym zwyczajem, na swojej ziemi zjemy wieczerzę...

- ...skorzystamy więc z gościnności - naczelnik Witlicz wyjawiał wszem swoje postanowienia, a nikt nie śmiał nie słuchać. - Komu nie do bitwy, przeprawi się na drugi brzeg, gdzie spokojnego oddechu zazna. Wierzę, ze się tam rany zabliźnią, a Zły z waśniami razem na zawsze odejdzie. Komu pisane za miecz chwycić, ten z nurtem Czerwonej popłynie naprzeciw Szerszeniom. Wywalczymy sobie miejsce w dziejach i na ziemi!

Ze świadomością, ze znów przyjdzie się rozdzielić, kładliśmy się później przy ogniskach. Wieczór rozpłynął się w noc i tylko nielicznych jeszcze trzymały na jawie wątpliwości.

- Na co te wielkie przemowy, skoro i tak wedle woli Służby mamy postąpić? - zapytałem ojca uważając, by nikt tej nadzwyczajnej śmiałości mojej nie spostrzegł.

- Nie do końca wedle woli. Owszem, pójdziemy bić się jak Chocian w Grodnicy zamierzył, a Lasota na Roli do skutku doprowadził. Staniemy z bronią świadomi, że, pogardzani, tyły panom z rozwiniętego świata będziemy osłaniać. Nasze rodziny na pokusę słów Służby wystawione także swoją walkę o tożsamość stoczą. Ale wygramy, bo bogowie będą z nami. Wierzysz?

- Wierzę!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później