Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Idzie na burzę

Od zakola, z którym Bystra opuszczała na zawsze niezrównany niegdyś drzewostan Sarniego Boru, do ujścia rzeki między wody jeziora Tracz liczyło się dobry dzień drogi. Niewiele na tym odcinku miejsc czyniących przeprawę niemożliwą, więc i zadanie przed Rogowcem było trudne: jak skromne siły porozstawiać, aby były gotowe na uderzenie?

- Kto ma oczy sokole, na wzgórza! Wroga wypatrywać! - rozkazał naczelnik Roli Północnej. - Kto oprócz wzroku dobrego odważny, niech się z wypatrywaniem na północ, za szeregi wroga wyniesie!

Rogowiec musiał znać zamiary Szerszeni, skoro miał im dać odpór czterokrotnie niemal skromniejszymi siłami. Nie koniec to jednak trosk. Wiedzieć, którędy wróg przyjdzie to jedno, a znać sposób na niego to drugie...

- Gdziekolwiek się pojawią, wy na nich za południowym krańcem doliny czekajcie - naczelnik pouczał wodzów. - Choćby was lżyli niemiłosiernie, do wyjścia zza wału kusili wszelkimi sposobami, macie tam czekać starcia! Chociaż nie sądzę, żeby się do tego posunęli, raczej prosto uderzą bez zwlekania.

- Jak się bić, gdy już nadejdą?

- Dzielnie. Do ostatka - wyliczał Rogowiec. - I najważniejsze, żeby się z wału nie cofać. Niech się tłoczą w dolinie, wtedy ich przewaga stopnieje.

Rogowiec spojrzał w niebo, gdy już wszyscy odeszli rozkazami poustawiani. Błękit ze słońcem pospołu mimo południa ustępowały z nieboskłonu. Nie wiadomo skąd, ciężkie i sine od ciężaru chmury przesłoniły światło. Już gdzieś grzmot w oddali i błysk przeszył widnokrąg. Ostatnie mewy i rybitwy trzymające się otwartej przestrzeni znikały zostawiając tylko cisze wyczekującą na warcie.

- I pod drzewami samotnymi nie wystawajcie - rzucił jeszcze za odchodzącymi podwładnymi. - Na burzę idzie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później