Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gdzie błysk, gdzie grzmot

- Z samego brzegu uderzyli, psubraty! - doniósł Rogowcowi zziajany zwiadowca. - Tuż za lasem przy zakolu. Dolina tam najpłytsza, wał niewysoki. Gładysz sam się nie utrzyma!

- Niech mu Ochojnik ruszy z pomocą! -grzmiał naczelnik. - My się z drużyną jeziora Tracz tez nieco na zachód przesuniemy, ale nie za bardzo. Nie ma pewności dym to tylko, czy już główne uderzenie. Smaglec niech się nie rusza i ujścia pilnuje!




Zwykle przed burzą słońce - nim odejdzie przesłonięte obłokami - świeci cieplejszą barwą. Kształty świata ożywają. Są ostrzejsze i wyraźniejsze. Dzięki bogom za tę pogodę, bo wywiadowcy Jarskich Borów wcześniej dostrzegli nadciągające wojska Szerszeni. Dzięki bogom za rychliwość Gładysza, który zdążył zebrać drużynę naprzeciw najeźdźcom Popielnego Roju.

- Przynajmniej zaskoczeniem nas nie wezmą - mruknął z mieczem gotowym na wrzeszczącego już w pędzie wroga wódz drużyny Jarskich Borów.




gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba




Jedno wojsko, a dwa obozy. Jeden cel: baczyć, aby Wielka Zawoja nie przepuściła nikogo, a na ten rozkaz sposoby różne. Sposób Popiołców prosty: aby ich było na wierzchu. Kamieniarze tak samo myśleli: swojego patrzeć, na drugiego uważać. Niby zwierzchność nad wszystkimi rojami jedna i straszna, ale daleko ona. Tutaj każdy o swoje łupy i nadania zadbać musiał.

Patrzyli na siebie w czerń zbrojni Popiołcy i czernią okuci Kamieniarze. Nie zamierzali rzucać się sobie do gardeł, o nie! Dobrze wiedzieli jak zdradę Arkan karze. Ale co drugi zrobić zamierzał? Jakim podstępem chciał nas oszukać?

- Co to tam na przełęczy? Mrowie jakieś...

Mało kto zwiadowców słuchał w obozie Szerszeni. Każdy wiedział, że tutejszy lud żałosny, oporu stawić nie zdoła. Majaczył wodcznie zwiadowca, albo i oszukać chciał! Kamieniarz to przecież... czy może z oddziału Popiołców?

- Gromada jakaś tu zmierza, słuchajcie...

Nikt nie słuchał, bo się wrogo na drugi rój każdy zapatrzył. Czy który zacznie kłuć i obrażać? No dalej Kamieniarze, dalej Popiołcy, zacznijcie! Wtedy was się jako zdrajców w Arkanie posadzi, a cała Rola nam przypadnie.

- Ratujcie...!

Dopiero potępieńczy wrzask wywiadowcy wyrwał ich z wzajemnego uścisku. Ktoś jednak... Nie zdążyli nawet za broń chwycić. Jeden po drugim sami tchnień się pozbywali krzycząc równie głośno. Dziesięć tysięcy śmiertelnych błysków noży.

- Chociaż tyle wam się odpłacimy - powiedział już po wszystkim Głos.




Nie zważając na skaleczenia i poważniejsze bitewne rany, Gładysz ciął Szerszenia po Szerszeniu. Ani chwili nie miał na wytchnienie ani mgnienia na modlitwę za pokonanego wroga. Nie miał za sobą już nikogo, żadnych odwodów. Za nim tylko otwarta droga do Roli Południowej, do całkowitej klęski i śmierci w beznadziei. Nie mógł się cofnąć. I nie cofał się, a wokół niego nie cofał się cienki już szereg towarzyszy. Każdy wojownik Sarniego Boru czuł ten mur obowiązku za sobą...

...ale dwa i dwa to...

Bez posiłków i tak musieliby ulec przewadze liczebności i doświadczenia. Rzecz kilku chwil, a wyłom w szeregach miał rozerwać wole obrońców i ostatecznie ich zgubić. Posiłki jednak nadeszły.

- Ochojnik na pomoc idzie! - rozpalił ktoś nadzieję.

- Wycofują się! - podsycił ją inny wojownik, widzący, jak Szerszenie ustępują za północny wał.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później