Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Śmierć, tańce, nadzieja

Tratwy niosły nas północ nazbyt leniwie. Cóż, lądem nie szybciej by było, nurtu nie przyspieszyć. Cierpliwie czekać pozostało. Modlić się, wiarę i siły do walki zbierać.

Jeszcze nie dotarły do nas wieści ponure, że Smaglec śmiertelnie ugodzony, że jego opiekun także świat opuścił, a z nimi dobre trzy tysiące słowiańskich wojów.

Pełni jeszcze nadziei dawaliśmy się nieść z nurtem Czerwonej, aż do jej gęsto porośniętego sitowiem prostego ujścia. Przywitało nas Jezioro Tracz. W lepszych czasach cieszyłoby oko, bo daleko się niosła sława jego zasobności. Pół Hobola i Zacisza ryby z tych wód bardzo sobie ceniło. Teraz jednak nie połowy nam były w głowach. Czas gonił.

Flisacy w żeglarzy się niespodziewanie zamienili. Podnieśli płótna na wiatr, za wiosła chwycili i tak naprzemiennie z sił różnych korzystając wiedli nas ku ujściu Bystrej. Długo, długo to trwało, a tam...

- Już ujście widać i zamęt jakiś!

- Bitwa dogasa! Czarni brzegi zalewają!

- Nie jest za późno! - Biedrzeniec ratował naszą wiarę. - Nawet jeśli ostatnie gniazdo oporu padły, bo duch się jeszcze po okolicy kołacze i najeźdźcy jeszcze nie uspokojeni. Ciągle mamy możność zwyciężyć. Wierzyc w to trzeba!

- Spójrzcie! Jeszcze niektórzy nasi się bronią, choć gdzie indziej już Szerszenie zwycięstwo odtańcowują!

- Tym gorzej dla poczwar! - uciął wszystko Witlicz. - Słuchajcie, Słowianie Białej Wody, tak zrobimy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później