Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Bracia i siostry

Ci z podwładnych poległego Smaglca, którzy trwali jeszcze, skorzystali z nieuwagi Szerszeni pławiących się w przedwczesnej radości. Dwa tysiące wojów Doliny Pszenicznej zostało. Prawie wszyscy z dala od ujścia, gdzie grunt ciągle podmokły, ale już twardszy. Jedyne mądre co mogli, to spróbować przebić się do środka, ku wciąż nienaruszonym wojskom naczelnika Roli Północnej.




Gładysz czuwał przy ciężko ugodzonym Ochojniku. Strzała tkwiąca w piersi, w pierwszym odruchu niemądrze odłamana nie dawał się już wyciągnąć. Może i dobrze. Czerwień nie buchała obficie, a kto wie jakie wnętrzności tylko czekały, by z odetkanych uszkodzeń krwotokiem wytrysnąć wraz z wyciągniętym grotem.

- Przy Rogowcu są uzdrowiciele. Pomogą! - pocieszał przyjaciela Gładysz. - I tak się tu nie utrzymamy. Cofamy się do naczelnika. On jeszcze ma świeże oddziały.




- Teraz mam wszystkich braci pod skrzydłami - niewesoło oceniał bieg wypadków Rogowiec. - I niedobitki Doliny Pszenicznej i skrwawione drugie skrzydło i własny lud strwożony. Nieco ponad dwadzieścia tysięcy i żadnych już przeszkód w terenie. Położenie marne...

Myślał jeszcze chwilę, wszystkimi siłami szukał sposobów, ale wiele do wymyślenia nie było.

- Jeśli nie przyszłość ojczyzny, to jeszcze nam cześć do obrony została! - postanowił. - Cofniemy się trochę na południe i wokół tych trzech wzgórz ustawimy obronę. Jak się one nazywają?

- Wiera, Nadija i Luba.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później