Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Żelaza nie przebłagać

Zdążyli. Trzy wzgórza gęsto były obsadzone słowiańskimi wojownikami. Szeregi mocne, każdy zadanie swoje rozumiał. Wszyscy całym sercem i głową zanurzeni byli w bitwie. Odwaga: wszędzie dusze wypełniała. Posłuszeństwo: ramię w ramię z wojami stało. I rozum był na usługach, gdy mądrze lukę w szeregach trzeba było zapełnić i braterstwo, gdy towarzysza przydarzyło się wspomóc. I nawet bogów starych obecność się czuło, jakby też w tej ostatniej bitwie chcieli po stronie swych synów stanąć z bronią...

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

Wielcy i sławni już poprzednimi potyczkami wojownicy dodawali otuchy młodszym i słabszym, a zwłaszcza przykładnym rozsądkiem świecili. Mądrze siły między tarcze, miecze i łuki rozdzielali, a młodsi pokornie szli w ich ślady. Tak skutecznie się obrońcy wrogom przeciwstawiali, że zupełnie przewagi podłych Szerszeni się w bitwie nie widziało. Ba! Nawet i gdzieniegdzie trzeba było ludzi z Jarskich Borów i Jeziora Tracz powstrzymywać od przeciwnatarć za wycofującymi się tu i ówdzie najeźdźcami!

Na dziesięć strzał w piersi tkwiących jednak nic się nie poradzi. Nic się nie wskóra, gdy trzy włócznie ruchy krępują. Najdzielniejszy z wojów od ran w końcu upadnie. Zbyt wielu było Popiołców i zbyt wielu Kamieniarzy. Za nic mając życie swoje, a zwłaszcza życie czarnych towarzyszy parli do przodu, gniotąc liczebnością obrońców. Takie Prawo Wojny...

Gdyby z lotu sokoła spojrzeć, już to zaczynało wyglądać, jakby wataha czarnych wilków do powalonego jelenia się zabierała...

Ale przecież, tak jak w starej bajce - Wiera umiera ostatnia, więc obrona wzgórza tego trwała. Już się załamywali obrońcy na drugim skrzydle, lecz jak powiadają - Nadija nie umiera nigdy, więc i na tym wzniesieniu obrońcy i życia, i stanowisk się trzymali. Na szczycie środkowego i zarazem najwyższego ze wzniesień - nazwanego Luba - stał Rogowiec i w bitewnej gorączce miotał rozkazy. Raczej dla podniesienia ducha niż lepszego dowodzenia, bo się już dawno cała obrona tylko na zaciętości, nie pomyślunku opierała.

Naczelnik Roli Północnej mocno się dziwił, że tak długo udaje się Słowianom morze czarnych Szerszeni powstrzymywać.

Zbudowany odwagą i hartem swoich braci lżej przyjmował myśl, że wkrótce przyjdzie ustąpić przed przewagą. Bo, że wszyscy zginą z Roli, otoczeni czernią nie miał złudzeń. Nie lękał się jednak śmierci, widząc wokół, do jakiego męstwa zdolni są ci do niedawna jeszcze prości chłopi.

Nie liczył na żaden cud, ale cud się zdarzył.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później