Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Przeraza

- Teraz ich dopadniemy, Zimowicie! - Ciernik zagrzał mnie do boju. Obok do walki gotowali się wszyscy wodzowie. Biedrzeniec, Witlicha, Kolczak i sam ojciec, w roli naczelnika coraz mocniejszy.

Wychodziliśmy na same tyły wroga. Już było widać i słychać wszelkie możliwe stany Szerszeni. Spokój i pewność tych, co bitwy nie zdążyli jeszcze zasmakować, rozprzężenie wojów, co się zwycięstwem już cieszyli i drapieżną wściekłość tych, którzy jeszcze resztki Doliny Pszenicznej otaczali. Zaskoczenie i strach Szerszeni ginących od ciosów Bagieńców też się już przebijało. Zamęt u szczytu! Które z tych uczuć u Szerszeni weźmie górę?

- Teraz ich dociśniemy!

Ruszyliśmy spokojnie z początku, nabierając miarowo pędu w biegu. Gdy już w zasięg naszej broni się wrogowie znaleźli, do ogłuszającego ryku nikt nas zmuszać nie potrzebował. Każdy sam do Szerszeni czuł co trzeba.

- Śmierć!

Uderzyliśmy. Popiołcy i Kamieniarze nie wiedzieli zupełnie co robić, a wielkie ich mrowie szybko zaczęło ogarniać przerażenie. To był zły znak dla wszystkich, bo w osaczone zwierzę siły niezwykłe wstępują. Zwłaszcza, gdy to zwierzę, jest od napastnika po wielokroć większe.

Zacznie się teraz...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później