Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Kto tu w prawie?

Czas płynął na korzyść bezładu. Po twarzach milczących naczelników i wodzów spływał deszcz, lecz mimo, że chłodny nie otrzeźwiał i nie skłaniał do czynu. Rozmowa kulała bardzo, ale chyba inaczej być nie mogło, tak bardzo różnili się Starosklawowie od Słowian z Roli i znad Białej Wody. Skoro jednak zamierzenia mieli wspólne, wystarczyło przywództwo złożyć w jedne ręce.

Ba! Kto jednak miałby dowodzić?

- Długo tu bezczynnie stać nie możemy - zaczął Biedrzeniec, który pośród wszystkich roztaczał mir roztropności. - Wkrótce przerażenie i szał ustąpią, a wtedy Szerszenie nas zgniotą. Pamiętajcie, że mimo zaskoczenia i bezładu w szeregach wciąż jest ich po wielokroć więcej!

- Jesteś tu gospodarzem i najmocniejszym spośród Roli Północnej - rzekł nieoczekiwanie dla wszystkich opiekun Rogowca. - Zrozumiałe więc by było, gdybyś to ty Słowian powiódł...

Tak, tak. Opiekunowie z Grodnicy to sojusznicy oczywiście. Są tu by radą służyć, łączność z Chocianem utrzymywać i bić się jak równi w szeregach Słowian z Roli. Wszyscy już do nich przywykli, bo się w walce nie ociągali ani jadu na zgromadzeniach nie sączyli. Dotąd...

- Dziękuję za to zaufanie, ale... - w Rogowcu odezwała się nieufność. Doskonale rozumiał, że jak na naczelnika był niezwykle młody i niedoświadczony. Dlaczego opiekun tak chętnie widział go w roli dowodzącego? To jasne. Kimże łatwiej by było dowolnie obracać sprytnemu doradcy?

- Jestem gospodarzem, to prawda. Mam też za sobą wojów Jeziora Tracz, największą z drużyn Roli Północnej. Mam się także za dość światłego i rozważnego... Dlatego właśnie zmuszony jestem lepszego ode mnie człowieka na naczelnika wskazać.

- Kogo?

- To chyba dla wszystkich jasne! Kto jest starszy i bardziej doświadczony? Kto mądrością spośród nas najznaczniejszy? Kto przed chwilą oznajmił, że wie jak Szerszenie wygnać? Kto wreszcie ma za sobą wojsko liczniejsze od wszystkich drużyn Roli razem wziętych?

To się nazywa przemowa! Będzie z niego kiedyś mąż wielki! Lecz teraz, jak sam zauważył ktoś większy od niego się trafił. Wszyscy spojrzeli na Witlicza i nikt nie potrzebował za nim gardłować.

- Mądry chłopak! - pomyślał Biedrzeniec.

- Utarł nosa miastowym! - zaśmiał się w duchu Boz.

- Zuch! Uratował nas od przyszłej u Hobolan niewoli! - przemknęło przez głowę Witliczowi. Rozwodzić się nad tym naczelnik Słowian Zachodnich nie miał jednak czasu. Bitwa natychmiast wymagała mądrej głowy, bo się inaczej znów w przerazę zamienić mogła.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później