Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Chocian i domysły

Chocian, w swojej tajnej siedzibie chciwie wyczekiwał wieści ze wszystkich płonących granic nierozwiniętej Roli. Szczególnie pożądał wiadomości z północy, gdzie ważyły się losy bitwy. Niełatwo było poskładać ze strzępków doniesień prawdziwy obraz zdarzeń. Niełatwo było przewidzieć, w którą stronę te zdarzenia zechcą podążyć, a najtrudniej było zgadnąć, co zamierza naczelnik.

- Witlicz, tajemniczy Witlicz... - Chocian usilnie próbował przejrzeć naczelnika Słowian Białej Wody, a od niedawna naczelnika wszystkich Słowian Zachodnich. - Jak to zrobił, że nam szyki popsuł? Wiele pracy opiekunowie włożyli, by otworzyć ścieżkę do władzy Rogowcowi. Podszept tu, słówko tam... Z nim łatwo by było swoje zamiary urzeczywistniać. Młody, w świecie nie bywały, chętnie by opiekunów słuchał... Przedobrzyli? Trudno powiedzieć... W każdym razie, zamierzenia Służby spełzły na niczym. Teraz trzeba wszystko układać pod Witlicza, a co w jego głowie siedzi nie wie nikt!

Jak Służba może nie wiedzieć nic o najważniejszym tutaj graczu!!!

- Kim on jest właściwie? - Chocian próbował i próbował.... - Wiele ze swych mądrości zdobył w Grodnicy, wysłany tam przez swego nie mniej tajemniczego ojca Powojnika. Wyrwał uczelni wiele wiedzy, lecz nie dał za to ceny, jaką inni zwyczajnym biegiem rzeczy płacili. Wziął co swoje i nie zapłacił zauroczeniem, oddaniem i podatnością na wszelkie wpływy panów z miasta. Jak to zrobił?! Przecież nie stała za nim żadna wielka siła, wiele razy to było sprawdzane. Żadna wielka myśl, wśród żyjących na skraju dzikości Słowian Białej Wody tez nie mogła się narodzić i go obezwładnić. Cokolwiek uczyniło go tak silnymi i nieprzeniknionym musiało się jednak wydarzyć tam, nad Białą Wodą. Za mało badaliśmy ten kraj... Teraz już się niczego nie dowiemy, bo ostatni ślad ludzkiej stopy już tam pleśnią zamazany i mchem porośnięty...

Hańba dla Służby!

- Cóż, przyjdzie się później zamartwiać, co takiego Witlicz zamierza wobec Grodnicy - Chocian odsunął troski na później, aby się innymi zająć. - Teraz trzeba go za sojusznika brać i wspomóc, żeby śmiertelne zagrożenie z kraju Roli wygnał. Tylko jak? Czy widzi, co to przeraza? Chyba tak... Czy widzi jak łatwo się ona spłoszyć może i na powrót zamienić Czarnych w miażdżącego wszystko wroga? I to zapewne tak... Czy będzie umiał po tym kruchym lodzie stąpać? Jeden niewłaściwy krok... Jedno zdarzenie niepomyślne...

- Młodszy! - krzyknął na zaufanego pomagiera. - Tu masz rozkazy. Zanieś do wojsk Żebraczej Przełęczy. Niech się pod sam brzeg Pszenicznej podsuną. Niech wezmą jednodrewki, tratwy i łodzie. Niech się do przeprawy i bitwy szykują. Tam jeszcze czeka piętnaście tysięcy Czarnych między Jeziorem Tracz, a Pszeniczną. Zagrażają tyłom Słowian...

- Panie! - przerwał przerażony pomagier. - Stargard surowo zakazał, byśmy się z wojskami podległymi Grodnicy mieszali w te potyczki nierozwinietych. To byłaby zdrada!

- A kto tobie powiedział, że oni Pszeniczną przekroczą? - odrzekł Chocian spokojnie, bo dobrze wiedział komu ów pomagier wieści dostarcza. - Mają tylko udawać...

Pomagier zrozumiał. Ukłonił się nic już nie mówiąc i odszedł z poleceniem.

- I jeszcze jedno - Chocian zawrócił Młodszego spod drzwi. - Tutaj masz słowo dla Sambora na Przełęczy Okruch. Niech i on wie co robić...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później