Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nie w ciemię bici...

Ani Gero - naczelnik Popiołców ani Hodo - wódz Kamieniarzy nie wypadli przecież sroce spod ogona! To prawda, że ich opór Słowian zaskoczył, to prawda: spryt Witlicza sprawił, że czarni wodzowie oniemieli, lecz nie zamierzali się poddawać. Jeden tego był powód. Lęk przed słowiańskim wojskiem, to nic wobec tego, co czekało tych wodzów, gdyby Arkan usłyszał o ich porażce.

Arkan! Ze Słowian tylko co światlejsi ludzie Służby coś słyszeli, ale i oni niewiele. Arkan... To miejsce czy osoba? Daleko za Płanetnicą czy blisko? Nikt ze Słowian nie wiedział. Za to czarni jeńcy, gdy im o nim wspomnieć bledli. Woleli gorące żelazo i śmierć, niż zdradę wobec Arkana.

Dowodzący Szerszeniami szybko wyparli obraz przerazy, zastępując go strasznym brzmieniem słowa Arkan. Coraz słabszy był pęd uciekających Szerszeni, gdy w ośrodku tej gromady na powrót kształtowały się zwarte szeregi. Najpierw tylko przyboczni obu wodzów stanęli twardo i utworzyli wokół nich okrąg. Własnymi piersiami odbijali kolejne pływy uciekających żołnierzy. Gdy już się na stanowiskach mocniej poczuli, pod swoje rozkazy zaczęli przywoływać kolejnych i kolejnych czarnych.

- Arkan! - wrzeszczeli wodzowie, a kto przytomny z Szerszeni był, żeby usłyszeć, tego straszny obraz za tym słowem idący pętał i na powrót pod rozkazy Gero i Hodo zaganiał. Wielu z prostych czarnych wojów już się do bitwy nie nadawało, tak byli strachem poranieni. Tych puszczano na pastwę hańby, ale i tak wojsko, które wkrótce na powrót w twardy mur się zamieniło było potężne. Wystarczająco wielkie, by zetrzeć w proch nawet pamięć o idących za nimi wojach Witlicza.

Bydlęce stado odzyskał rozum.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później