Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


...,ale...

Niełatwo opowiedzieć o bitwie pośrodku Roli Południowej, która się w tych chwilach rozegrała. Tyle się splotło wypadków, tak gęsto zdarzenia sobie w drogę wchodziły, że najmądrzejsza głowa im by rady nie dała...




- O bogowie! - ze Słowian uchodziła ku Najwyższym cała radość z całkowitego, jak im się zdawało zwycięstwa. Znów stali naprzeciw twardej skale posłusznej watahy Czarnych. Nieludzki ład zawitał w szeregi Szerszeni, a to znaczyło więcej złego, niż ich dwukrotna w liczbie przewaga. Bo żołnierz to był nauczony w ramię iść, ławą napadać, cofać się i oskrzydlać kiedy rozkaz taki bębnami niesiony.

Obrońcy Roli, widząc te żelazne płyty, miecze w równe rzędy poustawiane i gotowe do zwarcia, sami przypomnieli sobie o własnych słabościach. Słowianie to przecież nie woje, całe życie wojowaniu oddani, a chłopi z pospolitego ruszenia. Nie uczeni rycerze, a dziwne przybłędy z lasu z nożami i nasiekańcami. Nie karne oddziały obszarowej obrony, a wygnańcy znad Białej Wody, bez ziemi i przyszłości...

- Po nas! - niósł się pogłos od lewego do prawego skrzydła.

- Zguba! - prawa strona przytakiwała głuchą wieścią lewej.

- Miejcie w opiece, bogowie! - nawet wodzów to odrętwienie wzięło we władanie.

Spojrzałem na ojca, w nim szukając ostatniej opoki. Nie raz już pokazał, że potrafi dostrzec blask nadziei tam, gdzie inni w ciemnościach błądzą. Rzeczywiście, walczył z upadkiem, lecz i nim ta chwila zachwiała. Wiedziałem, ze nie zna wyjścia z tego marnego położenia...

- Przede wszystkim musimy siły skupić! - mimo wszystko naczelnik Witlicz z donośną otucha wydawał wokół rozkazy. - Jesteśmy rozciągnięci jak do okrążenia, a tu nas będą dusić. Starosklawowie niech się przesuną do środka. Ja ze Słowianami Białej Wody także się bliżej Rogowca podsunę! Błyskiem wykonać!

Najważniejsze, to wodzom i prostym żołnierzom nie dać czasu na myśli, bo ich one same pokonają! Niech siły przemieszczają, niech zapory ustawiają, byle nie myśleli!

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

Gdy już się Słowianie zwarli w jeden mocny krąg, gdy już z czego popadnie osłony pobudowali i stanęli gotowi walczyć, Witlicz kazał im śpiewać dla serc pokrzepienia. Sam nie miał już do roboty wiele.

- Teraz wasza kolej! - szepnął spoglądając w przejaśniające się po burzy niebo.




Sambor wyruszył z Beru na czele niewielkiego oddziału. Dwa tysiące konnych udało mu się zebrać. Sami straceńcy. Wiedzieli, że jeśli zginą, to w hańbie pamięć o nich utonie. Wiedzieli, że jeśli przeżyją, to cień hańby do domu wrócić im nie pozwoli. Przekraczając Pszeniczną sprzeniewierzyli się rozkazom Grodnicy i samego Stargardu. Zdradzili swoich wodzów i Służbę, jasno to widzieli. Mimo to nurt rzeki pokonali, bo wiedzieli, że to jedyny sposób...

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

Zawsze się tacy szaleńcy, dzięki bogom, między statecznymi i rozważnymi znajdą...




Gdy się patrzyło od strony Szerszeni, którzy gotowali się ostateczny cios zadać, siły Słowian wyglądały śmiesznie. Obdarci, licho uzbrojeni poranieni i zupełnie przemieszani. Pochowani za pniami, skrawkami skrzyń i beczek, za resztkami wozów czekali wyroku. No to dostaną!

Oba skrzydła Szerszeni gotowe by ruszyć jednocześnie. Gero uniósł rękę, bębny posłały ten sygnał Hodo. Hodo uniósł dłoń i także sojusznika powiadomił. Jeszcze jedno uderzenie i równe, harde szeregi ruszą zgnieść te śmieszne ludy. Lecz bębny inną pieśń zagrały. Nie do napaści, lecz ostrzegawczo: na tyły wyszedł wróg nieznany!

Obaj wodzowi Szerszeni obejrzeli się zaskoczeni, lecz zaraz odzyskali jasność myślenia.

- Wiem co to! - wściekle zaryczał Gero na wschodzie.

- Znam tę pieśń! - równie nienawistnie wysyczał Hodo po zachodniej stronie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później