Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


...bici

Sambor zamierzał wbić się klinem między oddziały podległe Hodo, a te, co rozkazów Gero słuchały. Najsłabsze to było miejsce w całym wojsku Szerszeni i najwięcej nadziei na zmącenie pewności i pomieszanie zamierzeń dawało. Chociaż tyle... Sambor nie liczył, że mu się cokolwiek poważnego uda przeprowadzić. Nie miał ani sił by większą krzywdę wrogowi wyrządzić ani czasu by się ze Słowianami od Witlicza porozumieć.

- To nic - pomyślał. - Zasieję wątpliwość, usiekę ilu się da...

- Pędem! - zakrzyknął. - Na Czarnych! Wybijemy zarazę do cna!

Dwa tysiące przyzwoitych ludzi, którzy z przyzwoitością się przed postępem uchowali pognało za wodzem. Dwa tysiące ludzi światłych, którym stary zwyczaj i porządek nie przeszkodził się nowych rzeczy uczyć, parło karnie na wojska Szerszeni.

Jakże się zdziwili przywitaniem...




- Jeźdźcy jacyś na tyłach! - zagrzmiało w uszach Hodo. To posłaniec, któremu długie życie nie pisane, zepsuł radość z pewnego i rychłego zwycięstwa.

- Jacy jeźdźcy?!

- Nie wiem, panie. Co po burzy na ziemię opadło, to migiem słońce wysuszyło, a wiatr porwał! - tłumaczył się zwiadowca. - W kurzu i pędzie niełatwo poznać, co to za chorągwie! Jedno tylko się od razu poznaje...

- Co takiego?

- Na pewno to nie są dzicy Słowianie!




Czujny i podejrzliwy. Gdyby Gero tych cech pozbawić niewiele by zostało zalet, które by mu tak wielką władzę zapewniły. Nie był głupi, nie był tchórzliwy. Dobrze urodzony i szczęśliwie kaprysy wyższych od siebie przetrwał z głową na karku, ale gdyby podejrzliwość dniem i nocą go nie zjadała, nie byłby tu, teraz i tak wysoko...

- Ruch na północy, panie! - zdyszany zwiadowca zdawał sprawę wodzowi. - Jeźdźcy idą od wschodniego widnokręgu!

- Od wschodniego?! Kamieniarze?

- Nie, panie! - zaprzeczył posłaniec. Zanadto, jak na gust Gero stanowczo. - Łukiem ich stanowiska i tylne straże omijają. To na pewno nie są ludzie pana Hodo!

- Tak... - złe, niosące ostateczny wyrok spojrzenie wodza Popiołców spoczęło na zwiadowcy. - On chce, żebym tak myślał!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później