Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Bici II

Obojętnie, kiedy by się to wydarzyło, wydarzyć się musiało. Czy już na wstępie napaści, zanim zło ze sobą przywlekli czy teraz czy później jeszcze, gdy po Słowianach na Roli pył by tylko pozostał... Bo nie mieli Słowian za równych sobie wrogów, lecz tylko za warte pogardy pospólstwo do okiełznania. Nie chcieli Roli Północnej zawłaszczyć i nią władać uczciwie, ale oddając ją Arkanowi, choćby i w popiół obróconą, na jego względy zasłużyć. Wrogów prawdziwie groźnych tylko sami w sobie widzieli.




Sambor gnał ku stykowi oddziałów Popielnego i Kamieniowego Roju. Poburzowy krajobraz zdawał się mu sprzyjać. W jednych miejscach ziemia dawno już pozbyła się wilgoci i rozgrzana słońcem wzbijała się pod końskimi kopytami wysokim tumanem. Gdzie indziej znów, okryta cieniem resztek ciężkich chmur dopiero tę wilgoć oddawała, tonąc w gęstej, parnej zasłonie. W tych piaskowo-parnych otmętach tylko odgłosy tysięcy podkutych kopyt niosły wieść o galopującym zagonie.




- To nie jakiś wielki oddział. Dwa, może trzy tysiące jeźdźców - nasłuchiwali co bardziej doświadczeni w walkach Kamieniarze. - Groźni, wyposażeni dobrze, ale nie ciężkozbrojni. Dziesięć tysięcy tarcz wystarczy, aby ich powstrzymać.




- To podstęp tylko. Ten zagon nie jest wystarczająco liczny, żeby mógł nam krzywdę zrobić! - radzili stłoczeni wokół wodza Popiołców. - Najwyżej dziesięć tysięcy okopanych pieszych załatwi sprawę. Nie ma co więcej sił tym jeźdźcom poświęcać. Główne uderzenie na pewno pójdzie na wprost!

- Tak - zamyślił się Gero. - Kamieniarze są tępi. Tak prostacki podstęp jest im podobny. Zabezpieczyć północ, a resztę wojska twarzami na wschód ustawić!




- Co, do pioruna, tam się dzieje? - wodzowie Słowian nie mogli uwierzyć obrazom wyłaniającym się tu i ówdzie spomiędzy rozwiewanych mgieł.

- Może zdaje mi się... - zaczął niepewnie Ochojnik

- Nie, nie zdaje ci się - odrzekł stanowczo młody Rogowiec, którego bogowie doskonałym wzrokiem obdarzyli. - Kamieniarze i Popiołcy bokiem do nas wystawieni, twarzami ku sobie.

- Tacy pewni zwycięstwa, że jeszcze raz chcą z nas zakpić przed śmiercią, psy! - splunął Gładysz.

- Nie! To nie obrzędy Szerszeni -przerwał swoim wodzom Witlicz. - To coś innego oznacza...




Niewiele już dzieliło pędzącego Sambora od przerwy w szeregach Szerszeni, którą miał nadzieję zastać między Popiołcami i Kamieniarzami. Wkrótce dopadł na tyle blisko, aby ich mógł dostrzec w pełni.

- Odbijać! - zawył nagle, zaskoczony widokiem. W ostatniej chwili się tym rozkazem przed śmiertelnym błędem uchronił. Pierwsze szeregi jak okiem sięgnąć złowrogo wystawiały ku jego jeźdźcom piki. Tego się spodziewał i świadomy, że na tyły wroga wychodzi zamyślał łatwo nieliczną i na prędce skleconą obronę pokonać. Ale co się dalej działo! Kamieniarze i Popiołcy tłukli się tak zapamiętale, że nienawiść niema rzeczywistym ogniem stamtąd buchała!

- Odbijać na północ! - zakrzyknął jeszcze raz Sambor. - Zanim się na zatracenie przeciw Szerszeniom rzucę, niech chociaż zrozumiem, co do czarta się dzieje!

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

- To podstęp jakiś! - między wodzami Słowian Zachodnich, z samym Witliczem włącznie nie było mądrego, który by pojął, co się dzieje wśród Szerszeni.

- Skoro mądrości i wiedzy nam brakuje, aby to pojąć... - naczelnik Witlicz uspokoił zebranych. - Poczekajmy, aż nam doświedczenie zrozumienie przyniesie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później