Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Upadek ciągu głównego

Cokolwiek by się zdarzyło, nic nie było w stanie oderwać nas od widoku wybijających się Szerszeni. Ich wewnętrzna walka gorzała, jak rozpalona gwiazda. Czerpała moc z przemiany nienawiści w strach i zdawało się, że jest to źródło nieskończone. Wszystko się jednak w końcu wyczerpuje, nawet i zasoby nienawiści.

Skorupy po czarnych wojach do cna wypalone bezbrzeżną złością, teraz już tylko żałością i zwierzęcym lękiem napędzane rozbiegały się we wszystkie strony. Sprawiało to wrażenie, jakby krąg bratobójczego szaleństwo rósł ciągle, czerwieniejąc w dodatku wybijająca na twarzach Szerszeni męczarnią.

Wszyscy bali się, że wybuch tego kotła może jeszcze się wzmocnić roznosząc w strzępy wszystko wokół. Nie ta moc jednak. Gdy już bitwa odrzuciła zewnętrzną otoczkę, skarlała ze strachu pozostała tylko żałosnym wspomnieniem wielkiego wojska.

- Teraz już łatwo z nimi pójdzie!

Patrzyliśmy z ulga jak się kłopot z drużynami rojami Kamieniarzy i Popiołców sam rozwiązuje, a tymczasem...

- Gdzie są opiekunowie? Gdzie jeńcy?

Dreszcz przeszył ciało. Domyślałem się, dokąd ruszyli. Oby Tasznik miał siłę. Obyśmy zastali naszych bliskich wciąż bliskimi...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później