Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Inna wojna

Żadne tam odkładanie sporów, żadne tam zapominanie o waśniach, własnych sprawach i osobistych dążeniach. Wojna, nawet taka, jak ta - ostateczna, to tak samo dobry czas na walkę o swoje jak inny. Wiedzieli to mędrcy Stargardu i Grodnicy, wiedział Chocian, mocą Służby kierujący zdarzeniami na Roli i wiedział Lasota, który wiernie życzenia Chociana na Obiecanym Brzegu spełniał.

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

- Wspólnym wysiłkiem Szerszeni wypędzimy! - opiekunowie od Lasoty i strażnicy wlewali otuchę w serca kobiet, dzieci i starców, co tutaj pożogę pragnęli przeczekać. Biegali od jednej słowiańskiej rodziny do drugiej, gorąco o przyjaźni i jedności zapewniając. Nikt z uciekinierów z Roli, znad Białej Wody i z wszelkich nierozwiniętych krajów ani głodu ani pogardy na Obiecanym Brzegu nie zaznawał. Tyle, że z jadłem i opieką jeszcze coś do głów Słowian się sączyło. Bo nic przecież darmo nie ma na świecie...

- Godna podziwu jest waleczność waszych mężów i ojców! - mówił opiekun od Lasoty. - Na szacunek wasza wola trwania i obyczaj zasługuje! Pamiętajcie jednak, że nie jesteście na świecie jedyni. Inne ludy także swojego szczęścia pragną, swojej korzyści wypatrują i po swojemu świata urządzonego. Niestety miejsca na świecie za mało, żeby każdemu dogodzić, więc...

- ...więc, gdy na spór innego sposobu nie ma, wojny wybuchają - przerwał starzec, co pewnie niejedną między szczepami bitwę widział.

- Wojny są złe!

- Są - przytaknął dziadek. - Nigdy nic dobrego z nich nie wynika. Co jednak zrobić, skoro taka rzeczy kolej?

- Może jednak jest sposób - głos opiekuna brzmiał tajemniczo. - Może są i sposoby na inne plagi: choroby, waśnie rodowe, małżeńskie nieszczęścia...

- Coście, bogów z mądrości i potęgi okradli?!

- Kto wie, może twoje słowa bliskie prawdy...

Szeptanie wokół, pomruki i wrogie słowa nawet się gdzieniegdzie rozległy. Za dużo sobie panowie opiekunowie pozwalali. Bluźnić przeciw bogom? To dotąd tylko wśród Szerszeni się zdarzało. A teraz się zaraza na Słowian zaczyna rozlewać. Dość tego!

- Nikt przecież wiary nie chce wam odebrać! - opiekun wycofał się gładko. - Nikt nie chce zabraniać waszych starych zwyczajów! Nikt nie będzie wam mówił, jakim obrządkiem macie się kierować ani jaki porządek między sobą ustalicie!

- To czego właściwie od nas chcecie?

- Żebyście pojęli, że świat większy niż wasze chaty i zapłocia. Ludy się teraz przemieszają i do starego porządku powrotu nie będzie! Nie każdy bogom swoje życie zawierza!

- Skąd więc ten "ktoś" wywodzi świętość i na życie sposób? Skąd wartości czerpie?

- Z innych źródeł!

- A jakie to źródła? - Tasznik zjawił się wśród rozmówców nieoczekiwanie i celnie pociągnął najstraszniejszy z wątków. - Bo jeśli nie od bogów, to od...

Nic na to nie usłyszał. Odpowiedź czekała gotowa gdzieś niedaleko, czujna, żeby przybyć na wezwanie, ale nikt się nawet zbliżyć myślą do niej nie chciał. Żeby znowu lodowaty podmuch się na plechach rozgościł? Nie! Żeby sny mrok duszny wypełnił? O, nie! Żeby dni gorycz i rozpacz zatruły?! Nie!!!

Niby cisza, niby nikt Złego nie przywołał, a jednak groza znów się między Słowian pchała.

Zły lubi niedopowiedzenia.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później