Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Widmo twierdzy

Rozpacz za nami, kłopot przed nami. Długie wstęgi Szerszeni, opuszczających Rolę Północną wszelkimi możliwymi ścieżkami nikły powoli gdzieś wśród cieni górskich szczytów. Nawet nie trzeba był ich szczególnie zachęcać. Wraz z nimi uchodził swąd złych zamiarów, ale jeszcze nie dane nam było cieszyć się wygraną. Pozostał jeszcze Śnieżnik. Wypełniony czarnym wojskiem jak zatruty grot wbijał się w Rolę Północną. Póki tam siedzą Szerszenie w ich władzy Północna Brama i droga otwarta, kiedykolwiek zechcą na powrót życie nam wywracać. Trzeba Popiołców i Kamieniarzy stamtąd pogonić, ale jak?!

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

Widziałem już potężne mury Grodnicy, które zapierały dech. Śnieżnik potęgą był Grodnicy równy, a rozległością umocnień znacznie ją przewyższał. W Grodnicy jedna prosta, acz potężna ściana wystarczyła, aby przeciąć na pół dolinę, a tym samym odciąć się skutecznie od wszelkich najeźdźców z południa. Tutaj inaczej sie sprawy przedstawiały. Szczerbiące się gdzieniegdzie skalistymi naroślami wzgórze Śnieżnika było od zachodu i północy objęte łukowato wygiętym nurtem szerokiej Płanetnicy. Zwłaszcza na północy był to dla każdego obrońcy pożądany stan, bo dodatkowo utrudniał najazd spoza Północnej Bramy. Na szczęście nam przyszło od południa podchodzić.

Wzgórze Śnieżnika, jak również okoliczne wzniesienia o tej porze zieleniły się żywą, zdrową barwą. Z rzadka jednak pojawiały się drzewa, lub choćby krzewy mogące być oblegającym ostoją. Sama trawy także skoszone były tuż przy gruncie czy to na potrzeby obronne czy jako pasza dla koni i bydła.

- Niełatwo będzie choćby obozy poustawiać, żeby się na podstępne strzały zza murów nie wystawiać!

- Oj, niełatwo!

Mury to odrębny kłopot. Już ich pierwszy szereg, niemal u stóp wzgórza ciągnący się na wiele tysięcy kroków stanowił zaporę dla pieszego nie do przebycia. A za nim jeszcze był szereg drugi i trzeci. Ten ostatni dopiero stanowił zaczątek umocnień wysokiego zamku, który wśród swej gęstej zabudowy najeżony był stanowiskami dogodnymi dla obrony. Nad całością górowały dwie krągłe wieże, wypatrujące bystrymi oczami czujnych wszelkich zdarzeń w okolicy.

Coś tu dziwnego... Dopiero, gdy podeszliśmy bliżej dostrzegłem zdziwiony: Śnieżnik był zrujnowany!

- Tak, nadgryzł go czas, wiatr i zawieruchy wojen - ojciec odpowiedział na moje nieme pytanie. - Przecież to starożytne założenie. Nawet nie wiemy czyjego pomysłu. Śnieżnik istniał, nim Słowianie zawitali w te strony. Lech i Krak za czasów słowiańskiej potęgi próbowali go jeszcze łatać, ale potem już tylko stan twierdzy się pogarszał. Ale nie łudź się! Nawet tak zrujnowany, potęgą głazów i murów skutecznie zasłania przede mną wszelkie rozwiązania, jak go zdobyć...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później