Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Niedoświadczenie, niedowierzanie

Bosy ze Starosklawami stanął na zachodzie, przy Płanetnicy i rozciągających się za nią aż do stóp Białych Wierchów mokradłach. Po swojej prawej miał Rogowca, ze wszystkimi wojami Roli Północnej, którzy wiernie słuchali jego rozkazów. Dalej my. Witlicz ustawił Słowian Białej Wody wokół wzgórz, na wprost od głównej bramy Śnieżnika. Dalej czekał Sambor ze swymi konnymi. Na szczęście oddział czarnych wiążący warownię Mohai poszedł w ślady ziomków i uszedł na północ, dzięki czemu Enkidu ze swym ludem mógł zamknąć oblężenie. Teraz wojska Szerszeni miały już tylko dwa wyjścia: walczyć na śmierć, albo wycofać się za Północną Bramę.

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

Co dalej?

Naczelnik Witlicz przeglądał w pamięci podległe wojska. Starosklawowie? Porządni woje. Choć tajemnicą osnuci, to na ich wierności można było polegać. Rola Północna? Rogowiec zebrał najlepszych i trzymał ich krótko. Mimo, ze to tylko chłopi, stawali dzielnie. Dalej nasze wojska. Najliczniejsze ze wszystkich i najbardziej zapamiętałe. Sambor miał pod rozkazem niewielu, ale za to doskonałych jeźdźców. Enkidu to sojusznik dziwny, jakby z innego świata. W walce, jak już na wstępie zapowiedział udziału ni weźmie, ale pola zajętego nie ustąpi. I to dobre.

Noże i zwykłe lagi... Nasiekańce, siekiery, topory, włócznie, miecze, łuki, czasem kusze... Broni chytrej i dalekosiężnej niewiele. Konnych tyle, co u Sambora i u możniejszych wodzów. Łącznie niewiele nas więcej niż obrońców, przynajmniej według tego, co zwiadowcy donosili... Chyba tylko głodem wziąć czarnych można.

- Szerszenie to tchórze! - Mszar żadnego ruchu za murami nie dostrzegał. - Boją się nawet wychylić!

- Tym gorzej - odrzekł mu Biedrzeniec. - Żaden podstęp ich na otwarte pole nie wyprowadzi...

- Co polecisz, Naczelniku? - wszyscy spojrzeli na ojca, z nim wszelkie nadzieje na przemyślane działanie wiążąc.

- Ha! - Witlicz wzruszył ramionami. Nie chciał się ze swą bezsilnością przed podległymi obnażyć, ale z drugiej strony...

Przeszedł kilka kroków w stronę murów, ciągle myśląc jak wybrnąć z gorączki chwili. Podniósł z ziemi niewielki kamień i nie przestając usilnie główkować rzucił daleko, aż za pierwszy mur Śnieżnika.

Takiej odpowiedzi nikt się nie spodziewał...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później