Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czwarty nieprzypadek

- To radość widzieć panów w dobrym zdrowiu, z Obrządkiem na ustach i Porządkiem w szeregach - odezwał się zza murów niski, skądś znajomy głos. - Zapraszam do środka pana Witlicza z synem Zimowitem, pana Rogowca, szanownego wodza Bosego, pana Sambora, czcigodnego Biedrzeńca... Nie widzę pana Tasznika. Szkoda! Rad bym i z nim słowo zamienić. Trudno. Wejdźcie za bramę bez obaw. Nic się wam stać w Śnieżniku nie może, póki moja wola tu prawo stanowi!

- Kim jesteś?

- Nie poznajecie?! Jestem Przewodnik Starzyk!

Tak, to on! Już na pewno wiedziałem, że to jego głos. Głos tego samego, który się nam jeszcze nad Białą Wodą, w Kredowej Dolinie przysłużył. Głos człowieka, który z początku Słowianom z Zakola przewodził i tego, który mnie w Grodnicy otrzeźwiał!

Kim, albo czym on jest, ze tak po czasach, miejscach i społecznościach skacze?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później