Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Złoty wiek według Gintara

- Piękną przyszłość nam wróżysz - powiedział Gintar, gdy już sobie dobrze zamysły Pełki w głowie ułożył. - Ma to zamierzenie ręce i nogi. I tylko nad tą bogatą tkanką trzeba będzie jeszcze silną, niechwiejną i sprawiedliwą władzę rozciągnąć.

- Koniecznie trzeba bata władzy?

- A kto szlaków przed zbirami przypilnuje? - Gintar trochę skrzywił się na to dziecinne pytanie. - Kto granic przed obcymi bronić będzie? Kto osądzi sprawiedliwie, gdy się dwaj w swary wdadzą? Bez dwóch zdań władza być musi. Rzecz w tym, żeby pod władzą ludziom się dobrze żyło.

- U was, w Wyszowym Lesie, zdaje się wiele pomysłów na to...

- Aż za dużo - wódz Sotni machnął tylko ręką. - Od niektórych z tych sposobów ciarki po plecach mrowią. W Makiwce, na południu, są na przykład tacy, co chcą ludzi według krwi podzielić. Prawo takie ustanowić, żeby Słowianin zawsze nad niesłowiańskim sąsiadem miał wyższość. Co bardziej zażarci z nich jeszcze dalej idą głosząc, że tylko Słowianie powinni na ziemi pozostać.

- Żyję nadzieją - przerwał chłodno Arpad, - że nie będzie im dane swoich pomysłów urzeczywistnić.

- I ja! W końcu mieszanej krwi jestem! Na szczęście mało to prawdopodobne - uspokoił druha Gintar. - Inne gromady więcej mają zwolenników. Jest i taka, co chce podzielić ludzi nie według krwi, ale według zamożności, co się na dobrą sprawę do tego sprowadza, żeby wszyscy biedę klepali równo.

- Dziękuję serdecznie - zakpił Łemko, a towarzystwo jego osąd tego ustroju w głos podzielało.

- Te dwa sposoby to skrajności. Są i inne gromady. Biała Sotnia na przykład. Na północy lasu głównie się skrzykują, tam gdzie Słowianie mieszają się ze swymi kuzynami Estami,. Ich przywódca, Kiejstut, odszedł ze świata, lecz Białych to nie rozbiło do końca. Bardzo są tajemniczy. Twierdzą, że działania całych plemion i narodów można przewidywać, a nawet nimi z użyciem Praw Liczb kierować i w ten sposób ludzi, jak bydlęce stado dowolnie kształtować.

- Bajki jakieś...

- To nie bajki! Niestety za wiele o tym się nie dowiedziałem, chociaż wiele lat ich badałem i już tak blisko byłem... Zdobyli gdzieś wiedzę wysokiego rzędu... Zdaje się jednak, że Kiejstut klucze do tych mądrości ze sobą zabrał, więc i oni mniejsze teraz nadzieje na rząd dusz mają.

- Kto jeszcze?

- Czerwona Sotnia oczywiście! To główny teraz u nas nurt i największy ma posłuch! Wszyscy chyba wiecie jak działa. Sposób jest prosty: Popiołców stare sztuczki naśladować. Płacić ludziom, za życie zgodne z wytycznymi. Dopłaty do upraw, dopłaty do nauki, do rzemiosła, jeśli kto tylko postępuje zgodnie z wolą Sotni.

- I to działa?

- Działa, i to jak jeszcze! Kto by nie chciał pieniądza darmo dostawać?! Drugie pokolenie już takie, że najlepszych sposobów na gospodarkę nie chce szukać samodzielnie. Na ryzyko i niepewność nikt nie myśli się wystawiać. Tylko każdy patrzy za co największe dopłaty. Tak samo w nauce i w sztuce się dzieje: każdy robi to, co Sotnia najbardziej pochwala i opłaca. Taki sposób na władzę ma swoje zalety: równowaga większa i trwałość, rzadziej gwałtowne wypadki się zdarzają, ale kosztem przedsiębiorczości i zmyślności się to dzieje. Jeśli strąca się w niebyt krańcowe zło i głupotę, to i drugi biegun: dobroć i mądrość cierpią. Jeszcze jedno pokolenie i kto wie, może nie będzie nikogo, kto twarzą w twarz z wyzwaniami przyrody stanie...

- Ja tam lubiłem stary porządek - westchnął ktoś ze sędziwszych wodzów. - Nie wiem dlaczego się przeciw niemu tak burzą ludzkie umysły.

- Ja także! - zgodził się Gintar. - Świat się jednak zmienia. Może musimy błędy tych wszystkich ustrojów przerobić, żeby do starego, dobrego porządku pokornie wrócić.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później