Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Sen niespokojny

- Spać już trzeba - rozsądnie zauważył któryś z opiekunów, gdy zbyt długo w noc przeciągnęło się dzielenie na niedźwiedziu skóry. - Zanim się świat według waszych pragnień ozłoci, trzeba jeszcze Szerszeniom się postawić. A do tego siły trzeba.

Słuszność! Trudno jednak spać, gdy krew w żyłach bije, jak wodogrzmoty gdzieś w górach. Co to będzie? Jak to będzie? Kiedy? Przyszłość mgliła się bardziej niż obraz rozmytego sennym umęczeniem ogniska. Bo nie każdy tu złoty wiek tak samo rozumiał.

- Już sobie świat ułożyliście! - Arpad zamiast oszczędzać się do bitwy, tylko przewracał się z boku na bok, mrucząc coś w swojej dziwnej mowie. - Po swojemu, dla swojej korzyści, na inne ludy się nie oglądając. Nie będziemy wam skór za paciorki do waszych miast przywozić. O nie!

- Wy będziecie ustroje wybierać! - Łemko także oczy zamknięte, lecz głowę miał pełną niespokojnych myśli. - Nas pewnie zapytacie czy wolimy dobrowolnie czy pod przymusem wasze postanowienia przyjąć!

- Mrzonki Pełko! Mrzonki Gintarze! - opiekunowie wszyscy myśleli przed zaśnięciem podobnie. - Pozwoli się wam urosnąć po wojnie akurat tyle, ile nam to będzie w smak!

W końcu zasnęli, ale... Ile rys na południowym sojuszu mogło się tej nocy pojawić, tyle się pojawiło.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później