Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Umęczeni porankiem

Pobudzili się wodzowie południa kiedy trzeba i jak trzeba. Z odnowionymi siłami, niewzruszoną wiarą i wolą niezachwianą. Nie ociągali się ze wstawaniem, chętni by czym prędzej ruszyć i do swoich wojsk dołączyć. Dopisywało im zdrowie i nastrój. Gdy się jednak tylko który podniósł, zaraz w głowie świat zawirował, zaraz nogi w kolanach miękkie i dziwna jakaś słabość ciała we władanie brała.

- Jakbym ciężar ogromny niósł... - rzekł Gintar zadziwiony nagłą niemocą.

- Jakbym się po hulankach w Grodnicy obudził... - zatoczył się Pełka.

- ... a przecież nic nie piliśmy, zdrowia wysiłkiem ponad miarę nikt nie nadwątlił... - dodał Łemko.

Trzeba wiedzieć, że czasem świat ponad siły i możliwości choćby najdzielniejszego z wojowników. Ponad pojęcie najrozumniejszych i ponad ducha najszlachetniejszych. Człowiek bywa tylko zabawką w grach sił potężniejszych ponad wyobrażenie.

- Zły! - Arpad jednym słowem naprowadził wszystkich na rozwiązanie.

- Tak, to jego sprawka. Teraz czuję, jak się nad nami...

Wszyscy spojrzeli w niebo. Niby nic. Słońce: słabe, poranne, rosa wczesnojesienna, jakiś chłodny powiew, jakiś szelest spłoszony... A jednak czuło się, jak duchy spierały się nad głowami ludzi prostych.

- Jest Zły, jest i Dobry - pocieszył druhów Gintar. - Z dobrą pomocą swojego dopniemy. Ruszajmy!

Ruszyli. Noga za nogą, na przekór potężnym siłom kroczyli ku obozowi swoich wojsk na umówione spotkanie. Niezachwianie, bo ktoś lub coś ich wspomagał, aż wreszcie ciężar Złego opuścił ich zupełnie. Już prawie przełęcz, już prawie kres drogi. Jeszcze jedno wzniesienie, jeszcze jedna dolina i nowa otucha wypełni serca wodzów.

Pięćdziesiąt tysięcy wojów gotowych stanąć na drodze Szerszeniom.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później