Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wojsko w dolinie

Z potem na czołach, bólem w mięśniach i stawach, z głową szumiącą i wzrokiem wysiłkiem zmąconym dotarli do swych wojsk. Wodzowie południa, za nimi każdemu z osobna przydzielony opiekun, za nimi jeszcze przyboczni i drużyna nieliczna. Stanęli na wzgórku, a świat pokazał im z czym przyjdzie na siły Szerszeni wyruszyć.

Ludzie z Zakola to byli przeważnie prości chłopi. Pięć tysięcy, nie więcej. Do zabijania wzięli to, co im zwykle służyło do pielęgnowania życia. I tak, za sprawą potrzeby, siekiery stały się toporami, drzewce sierpów urosły, czyniąc je groźną bronią, a cepy najeżyły się żelaznymi guzami i gwoździami. Mało który wojownik miał łuk lub kuszę, niewielu mieczem lub szablą władało. Podjezdki z rzadka tylko urozmaicały tłumek smerdów, a konie bitewne tylko najmożniejsi z możnych wśród Zakolan posiadali. Marnie, ale Pełka rad był i tych nielicznych, niedoświadczonych krajan pod swym rozkazem widzieć.

Lepiej przedstawiały się szeregi tajemniczych Sekelów, o czym i mina ich młodego wodza Arpada świadczyła. Raz, że dwakroć od Zakolan liczniejsi byli, dwa, że jako żołnierze większe szacunek budzili. Równie licho, jak sąsiedzi odziani, ale z bronią lepiej tu było. Prawie wszyscy z szablami, nie za bardzo wygiętymi, niezbyt długimi, w sam raz dla pieszego. Mówiło się po cichu, że dawniej wszyscy oni konno świat zdobywali. Szable były wtedy u nich inne, do walki z siodła w sam raz. Teraz wierzchowców próżno między ludźmi Arpada szukać. Próżno dawnej potegi cały swiat trwożącej wypatrywać. Za sprawą swych grzechów lud ten został w zwykłość strącony i jak inne obok szczepy o przetrwanie tylko miał walczyć.

Dużo od poprzedników ciekawiej przedstawiały się szeregi wodza Łemki, co krainę Wysz zamieszkują. Bliżej Bramy Kruka, bliżej Wyszowego Lasu ich siedziby, więc i do świata bogatego w wojenne wynalazki bliżej. Pięć tysięcy ich tylko, lecz w świecie bywałych, niejeden z wynalazkiem zza dalekich granic przywiezionym. Nadziaki, piernacze, obuchy i berdysze, wszystkie zdobione pysznie, często świeciły pośród piechoty. Nierzadkie były łuki wszystkich rodzajów, częste śmiercionośne kusze - nawet i powtarzalne dzieła zza mórz się widziało. Sporo było możnych konno do walki idących, a każdy w zbroi kolczej, lub choćby porządnej kurtce skórzanej, dla wzmocnienia pikowanej i żywicą pokrytej. Najróżniejsze tarcze: od dębowych okrągłych, po migdałowe, rodowymi znakami pokryte. Lance, włócznie i piki. Najróżniejsze sprzęty przygotował lud krainy Wysz. Żeby tylko ludzie Pełki godnie jeszcze w polu z tymi cudami w rękach stawali...

Najpotężniejszy obóz, tak liczebnie, jak dzielnością, karnością i doświadczeniem liczony, stanowili ci, co za Gintarem mieli pójść. Trzydzieści tysięcy liczyli woje Wyszowego Lasu. Niczym nie przypominali pospolitego ruszenia pozostałych ludów. Także, jak sąsiedzi, różnorodni stanem i uzbrojeniem, lecz oddziały ich dobrze poukładane, drużyny i zastępy karnie ustawione, a zasobu mądrze poprzydzielane. Nie było szczególnej w uzbrojeniu różnorodności. Dla obrony mieli głównie wytwory lasu: skórzane kaftany, kurtki i spodnie - pikowane i ćwiekami straszące. Drewniane tarcze, także skórą obciągnięte - dla wzmocnieni zawsze przed bitwą obficie wodą skrapianie. Każdy prawie z Czerwonych i Białych miecz miał prosty, lecz mocny. Rzadko zdarzały się oddziały wydzielone z łukami i rzadko jazda ciężkozbrojna. Siła ludzi Gintara w dobrym ułożeniu i prowadzeniu tkwiła. Byle swar uniknęli.

- Gintar! - krzyknął potężny tłum przed wędrówką sławiąc swego naczelnika.

Pięćdziesiąt tysięcy wojska. Od chłopa od sochy oderwanego, po jeźdźca, co od dziecka miecza z rąk nie puszczał. Mimo obaw ładnie się to wszystko razem przedstawiało, otuchę w serca otoczenie tłumu przyjaznego wlewało. Aż się chciało ruszać do bitwy. I dobrze, ze wola była, bo już z drugiej strony się po wielokroć liczniejsze i żwawsze wojsko zbliżało.

- Ruszajmy nie zwlekając! - zarządził naczelnik południa Gintar, gdy już wszyscy się ze swoimi wojskami uładzili. - lepiej nam Wyszynę zająć najszybciej. Im się lepiej tam umościmy, tym lepiej nam mury posłużą i przewagę Szerszeni zniosą.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później