Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Idą już!

- Idą już! - Z najwyższej na odcinku Łemki wieży zakrzyknął obdarzony świetnym wzrokiem czujny. Wieść błyskiem spłynęła w dół, rozlewając się po okolicznych stanowiskach wojsk krainy Wysz. Dotarła do zastępowych, dowódców obwarowań, aż wreszcie zziajany posłaniec dostarczył ją samemu Pełce, który także od upału ledwie dyszał.

- Już?! - niedowierzał dowódca południowego odcinka. - Żaden wywiadowca wcześniej ich nie dostrzegł... Wypatrywać wszyscy i konnego z wieścią do Gintara natychmiast!

Ścieżki ciasne, kręte, pełne kamieni i zdradliwie dziurawe. Podejścia strome, przepaście nagłe i męczące. Nie było zbyt wiele miejsca dla koni na umocnionych wojskami zachodnich zboczach gór. Na wschodnich, swojskich stokach jednak, regle gładsze, pozwalały tych nielicznych wśród obrońców konnych dla szybszego obiegu wieści użyć.

- Niemożliwe! - bronił się przed słowami jeźdźca Gintar. - Skąd oni nagle... Idziemy na wieżę, sam musze zobaczyć!

Biegli najpierw schodami wykutymi w skale głównej twierdzy, później wspinali się stopniami najwyższej z zamkowych wież ułożonymi z kamieni, aż wreszcie osiągnęli jej zwieńczenie korzystając z drewnianych drabin. Wysoko! Powietrze rzadsze i mroźne, aż się w głowie kręciło.

- Gdzie ich widziano? - dopytywał się naczelnik. - Tam? Od strony Starego Lasu?

- Tak, panie.

Coś... Coś tam było. Szeregi karnie ustawione i lśniące przednim wyposażeniem podążały ku stanowiskom obrońców.

- Gotowość wszędzie! - zarządził Gintar, a jeźdźcy wszystkich odcinków znów mieli zajęcie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później